Legendy suserskie - Milczący kamień.

Autor: 

pawel78w

Przekazywana drogą ustną z pokolenia na pokolenie, nie do końca zapewne autentyczna, ale zawierająca choć ziarno prawdy. Bez różnicy czy zwać ją będziemy legendą czy też podaniem to i tak opowie nam historię już zamierzchłą, poniekąd zapomnianą, która do dzisiejszego dnia stanowi zagadkę.

W tym artykule nie będę się starał odpowiedzieć na pytanie odnośnie jej autentyczności i przekażę to co zostało w tej sprawie powiedziane. Liczę na to, iż dzięki temu przekazowi uda się szerszej grupie osób poznać dzieje suserskiego kamienia i wspólnie za pośrednictwem stron Stowarzyszenia TRADYTOR podjąć próbę historycznego aspektu tego zagadnienia.

Zacznijmy jednak od początku...

Ta legenda znana jest chyba każdemu mieszkańcowi naszej okolicy, a bynajmniej wszystkim, którym przyszło mieszkać w obrębie byłego majątku ziemskiego Słup (powiat Gostynin). Ja usłyszałem ją od swoich rodziców, a może dziadków, dziś już nie pamiętam, ale na pewno zaraz po jej zasłyszeniu pobiegłem zobaczyć kamień, który był świadectwem wydarzeń rozgrywających się w naszej okolicy.

Wydarzenia te, które przedstawiam dotyczyły sporu o granicę terytorialną, a rozegrały się pomiędzy właścicielami majątków Słup i Suserz. Owy spór o tę miedzę toczył się zapewne od wielu lat, ale żadne rozstrzygnięcia nie satysfakcjonowały zwaśnionych stron. Krzepcy dziedzice postanowili rozstrzygnąć kwestię między sobą; wziąć sprawy w swoje ręce. Ustalono zasady według, których każdy miał ciągnąć lub jak też niektórzy uważają nieść ogromny kamień w spornym terenie. Pierwszy z nich, właściciel Suserza, podobno bardziej zainteresowany rozstrzygnięciem sprawy na swoją stronę, przeciągnął kamień kilkadziesiąt metrów. Sądził zapewne, że to wystarczy lub też z przyczyn fizycznych musiał ustąpić ogromnemu głazowi. Widząc to jego przeciwnik, właściciel Słupa zasugerował, że uciągnie owy głaz od "serca" swojego majątku czyli od dworu aż po sporny teren i w ten sposób ostatecznie przypieczętuje ustalenie granic. I właśnie ten mocarz nad mocarze okazał się godnym przeciwnikiem zarówno dla swojego sąsiada, jak i dla owego kamienia. Ciągnąc uporczywie głaz minął granicę niezgody i z powodzeniem wszedł na włości swojego sąsiada. Ten widząc swą porażkę postanowił zareagować, aby zapobiec utracie swego majątku. Podbiegł do przeciwnika i przeciął sznury, za które był przeciągany kamień. Strudzony wysiłkiem dziedzic ze Słupa upadł na ziemię, ale chcąc nieuczciwość sąsiada ukarać, w ostatniej chwili chwycił go za rękę wyrywająć ją z barku.

Miało to miejsce w roku 1731, a na pamiątkę tych wydarzeń wyrzeźbiono na owym kamieniu datę zdarzenia, sztylet podcinający sznury i skrzyżowane w walce ręce.

Milczący kamień jest świadectwem tych dni, tych wydarzeń i zmagań. Monumentalny jego charakter zmusza do zadumy i refleksji. Czy jednak podanie to niesie za sobą autentyczną historię? Na dzień dzisiejszy trudno mi to oceniać...