Suwalski Park Krajobrazowy - trasa rowerowa

autor: Majsterek data: 08.02.2020

Odwiedzającym Suwalszczyznę chciałbym zaproponować do zwiedzenia Suwalski Park Krajobrazowy. Szczególnie polecam napompować dętki w kołach od roweru, (oczywiście gdy nadejdzie sezon) zabrać ze sobą aparat fotograficzny i możliwie pojemną kartę pamięci. Krajobraz zachęca do robienia wielu zdjęć, a konfiguracja terenu do długich rowerowych wypraw. Malownicze dróżki wiją się między jeziorami, oplatają pagórki, wspinają się często stromymi podjazdami dając za to możliwość długich zjazdów i podziwiania polodowcowych, rozmaitych krajobrazowych ciekawostek, właściwych miejscami raczej obszarom pogórza, tak na pierwszy rzut oka. Do tego czyściutkie jeziora, sporo historycznych pozostałości, spokojna okolica – sama radość. Będę pisał w formie takiego „opisu z przewodnika”, trasa okazała się bowiem bardzo atrakcyjna, choć nie planowana a ustalana na bieżąco. Tym bardziej utrwalenie jej jako propozycji wycieczki wydaje się zasadne.

Zaczynamy w Jeleniewie, przy trasie 655 z Suwałk do Rutki. Mamy tu do dyspozycji duży parking w okolicach szkoły – wypakowujemy rowery, zostawiamy samochód na cały długi dzień. Kierując się na północ mijamy zabudowania Kazimierówki. Tuż za wsią zjeżdżamy z asfaltowej szosy by dalej pojechać szutrową drogą w kierunku jez. Szurpiły. Niewielkie jezioro z urozmaiconą linią brzegową da nam zobaczyć że są jeszcze naturalne zbiorniki z czystą wodą. Będzie nam ono towarzyszyło po lewej stronie jadąc wzdłuż brzegu do przysiółka Jeglówek położonego już na wzgórzach po północnej stronie jeziora.
Stąd pojedziemy na zachód, na Zamkową Górę, która kryje pozostałości po Jadźwingach. Odkryte tu relikty cmentarzysk i osady datowane są na X-XIII w. Ścieżki są tu wąskie i kręte, a odnogi zachęcają by zjechać z głównego szlaku i jeszcze wnikliwiej przyjrzeć się tutejszej przyrodzie. Kolejne jezioro Kluczysko podziwiamy najpierw z wysokiego soku Góry Zamkowej, bo po chwili zjazdu zatrzymać się nad jego wodną taflą. Jadąc dalej na zachód znajdziemy się na otwartych, wyżej położonych terenach z rozległymi widokami na krajobrazowy park. Szeroką żwirową drogą dojedziemy do miejscowości Wodziłki, gdzie odwiedzić można molennę staroobrzędowców. (Prawosławie podzieliło się w XVII w. na odłam tradycyjnie ruski oraz ten zreformowany, bardziej grekokatolicki. Staroobrządowcy zostali przy obrzędach ruskich.) Po minięciu zabudowań wsi otwiera się wspaniały plener doliny niepozornej Szeszupy. Sama rzeczka ginie niezauważenie pośród łąk. Za to dolina z okalającymi morenowymi pagórkami, które niegdyś odwadniała dzisiejsza struga, robi wrażenie i przywołuje wspomnienia z wypraw raczej w Bieszczady. Deniwelacje są tu pokaźne: przekraczając strumień jesteśmy na 166 m n.p.m; patrząc na pagórki po zachodniej stronie doliny musimy wiedzieć, że czeka nas podjazd na 233m n.p.m.
Mijamy nieliczne zabudowania Łopuchowa i skręcając na rozstaju polnych dróg w lewo, dalej na zachód zaczynamy ten stromy podjazd i cieszymy się widokami jakie maluje nam matka natura. Na szczycie zasłużona przerwa i kolejny element krajobrazu, który po przedstawieniu na zdjęciach bez wskazanej lokalizacji ich wykonania wskazywałby że zostały wykonane co najmniej gdzieś w Górach Świętokrzyskich. Głazowisko Łopuchowskie to obszar na którym możemy oglądać pozostawione przez lodowiec głazy, i nie są to pojedyncze okazy a całe serie, nieraz rozsypanych luźno a nieraz tworzących wyraźne zgrupowania głazów i mniejszych kamieni przyniesionych z nie tak znowu dalekiej Skandynawii przez ostatni lodowiec. To takie ostańce historii i od nas zależy jak długo pozostaną tą krajobrazową ciekawostką, bo nie ma się co oszukiwać, stanowią tu powszechny i łatwy do pozyskania budulec. Dzięki głazowiskom zachowanym w Suwalskim PK mamy wyobrażenie o cechach krajobrazu młodoglacjalnego. Lodowiec przecież później odsłonił tutejsze tereny a procesy które ją ukształtowały miały intensywny charakter. Rzeźba jest tu o wiele bardziej urozmaicona niż np. na polodowcowych okolicach Płocka, bardziej przecież równinnych, gdzie wiele jezior zanikło już, przechodząc w torfowiska, a wiele pagórków uległo złagodzeniu, rozmyciu uczenie zwanym denudacją. Człowiek w oczywisty sposób, przez intensywną uprawę roli przyspiesza te procesy. Warto chronić ten nienaruszony krajobrazowo zakątek Polski.
To jezioro na ostatniej fotografii to Hańcza – najgłębsze polskie jezioro. Tak niechcący do niego dotarliśmy. 108,5 m głębokości robi wrażenie i przyciąga amatorów głębokiego nurkowania. Trzeba się tu koniecznie wykąpać i nacieszyć widokiem czyściuchnej wody (I klasa czystości, dno to czysty żwirek, w brzegach ogromne głazy, rezerwat). Z miejscowości Wróbel kierujemy się na asfaltową trasę, tym razem lekko na południe, bo mamy przecież zatoczyć pętlę. Dojedziemy nią do miejscowości Turtul gdzie mieści się siedziba Parku. Mamy tu okazję na chwile zejść z roweru i wspiąć się po schodach na szpiczaste wzgórze nad doliną Czarnej Chańczy. To punkt widokowy oblegany przez turystów w szczycie sezonu. Przyjemny wiaterek chłodzi tu odpowiednio w letnie dni.
Dalej można by trzymać się asfaltu i prędko jadąc na wschód dotrzeć do mety. Nie po to tu jednak przyjechaliśmy by tak szybko wracać. W Turtulu odpijamy więc w żwirową drogę ku południu i jedziemy przez obszary pastwisk i pól uprawnych gdzie nas droga poprowadzi. Krajobraz staje się tu jakiś nie nasz, czuć nutę pustkowia, wiatr prowadzi włóczęgów smagając łagodnie pagórki porosłe bujną trawą. Wypasa się tu na wolności bydło, gdzieniegdzie krążą drapieżniki łapiące w tych trawach gryzonie i drobne ssaki. Odkryty, wyludniony, nieznany teren pozwala odpocząć w jakiś właściwy sobie tylko sposób. Ciekawie, prawda? No z tą wolnością krów wałęsających się tu we wszystkie strony to może nie tak do końca bo zabierają im ją pastuchy pod napięciem, które nieraz trzeba przepinać żeby przejechać dalej. Warto zapuścić się tak daleko ze względu głównie na spokojny plener ale też ciekawostki historyczne. Nagle bowiem z pagórkowej równiny wyrasta jeden wyższy, jakby spiczasty, obsadzony kilkoma strzelistymi sosnami. Gdy się zbliżymy, zobaczymy że jest to jakaś regularna struktura. Szczyt pagórka został wykorzystany jako miejsce pochówku 561 żołnierzy niemieckich i 1534 rosyjskich poległych w latach pierwszej światowej wojny. Cmentarz w Rutce jest zaprojektowany w dość nietuzinkowy sposób – ma kształt takiej piramidy o okrągłych warstwach, z której każda wyższa ma mniejszy promień. Można tu posłużyć się niestosownym porównaniem do tortu. Na szczycie piękny kamienny krzyż i ciekawy widok na rozległe, pofalowane równiny. Kilka kilometrów dalej z krzaków wyłonią się pozostałości innego starego cmentarza. To ślad po Niemcach wyznania ewangelickiego.

Jadąc dalej polnymi dróżkami, które niezmiernie plączą się tu i miejscami giną pośród łąk, dojedziemy do Szurpił wracając na asfaltową szosę. Tędy po kilku jeszcze kilometrach dotrzemy na powrót przez Kazimierówkę do Jeleniewa, na metę wyprawy.


Skomentuj na forum...