Artykuły

Legendy płockie - Zasypani cz. 1/2

U podnóża góry Tumskiej w Płocku, stała maleńka chatka rybacka, ubożuchna i mchem pokryta od starości. W chatce tej mieszkał rybak, Józef Siłacz. Nie było to jego rodzinne nazwisko; przezwali go tak mieszkańcy tej najuboższej części miasta, dla jego wielkiej, olbrzymiej niemal siły. Najzuchwalszego wołu, gdy chwycił za rogi, osadzał na miejscu tak, że biedne stworzenie głową nawet ruszyć nie mogło; łamał podkowy dwoma palcami, a nawet raz, gdy poszło o zakład, zatrzymał w biegu wóz, szybko jadący i zaprzężony w dobre konie, schwyciwszy za koło jedną tylko ręką. Opowiadali o nim ludzie niemal bajeczne rzeczy, tak, że nazwisko Siłacz nadali mu jednozgodnie i to już pozostało przy nim. On się oto nie sprzeczał; nawet pochlebiało mu to i czyniło dumnym. Zupełnem przeciwieństwem była jego żona Krystyna, szczupła i mała, o delikatnej, białej twarzy kobieta, cicha, łagodna; pokorna prawie Wobec męża. Dzieci mieli troje, dwie córki i syna, najmłodszego chłopca, który miał już lat czternaście. Najstarsza córka Dorota, była urodziwa, nawet piękna. Czarne jej oczy, błyszczące jak gwiazdy, a jak morze głębokie, miały wyraz jakiś smętny i marzący.

Aleksander Sochaczewski – Pożegnanie Europy - Epilog

W zamierzchłych czasach podczas pierwszych szkolnych wakacji, dziadek wprowadzał mnie w arkana historii i geografii, przygotowując do "prawdziwej wiedzy o Polsce", wyciągnął z szafy globus wielkości małej piłki futbolowej, i pokazał gdzie jest nasza Polska. Pamiętam, jej wielkość skojarzyłem z najmniejszym listkiem akacji kończącym dziecięcą wróżbę - "kocha, lubi, szanuje, itd.". Po drodze, niewidoczna z Polski (tłumaczył dziadek - bo ziemia jest kulą jak globus), niebieska plamka wielkości ziarnka słonecznika, to największe jezioro świata Bajkał, a dalej jak pestka śliwki na niebieskim oceanie to - Japonia. Zapamiętałem, z Polski do Japonii odległość niesłychana, dziesięć razy po tysiąc kilometrów i to wszystko jest Rosją. Ona zajmuje część Europy i Azji, a ich granicą są góry Ural i tam jeden z rosyjskich carów wystawił słup graniczny.

Autor: 

Nieostatni

Aleksander Sochaczewski - Malarz syberyjskiej katorgi.

Aleksander Sochaczewski, a właściwie Sonder Lejb urodził się 3 maja 1843r w miasteczku Iłów niedaleko Sochaczewa. Rodzice, ojciec Szmul Sonder, matka Szajna Bajły z domu Pytel, szczególnie synowi (była jeszcze córka) chcieli zapewnić odpowiednie wykształcenie, przygotowując go do stanu duchownego. Ojciec zajmował się rzemiosłem, a jednocześnie w był szamesem (odpowiednik kościelnego) w Iłowskiej bóżnicy. Aleksander był chłopcem inteligentnym, oczytanym, zamiłowanym w rysunku, znającym już Talmud. Nie było problemów z przyjęciem go do Warszawskiej Szkoły Rabinów, mającej wówczas opinię bardzo postępowej wśród żydowskiej młodzieży, ciągnącej tu z całego Królestwa i Galicji.

Autor: 

Nieostatni

Józef Oksiński - Powstaniec Styczniowy.

Patrząc na tę starą fotografię zastanawiamy się kim był ten nam nieznany, przystojny młodzieniec? Sądząc po ubiorze możemy się domyślać, że to ktoś żyjący w XIX w. i to wszystko. Dlaczego więc o nieznajomym ze zdjęcia warto napisać coś więcej? Otóż jest to powstaniec styczniowy Józef Franciszek Oxiński herbu Oksza, zapisywany też jako Oksiński a ponadto, co dla płocczan istotne - rodowity płocczanin. Poczułem się tą informacją zaskoczony i skonfundowany bo pomimo, że mieszkam w Płocku już od wielu lat, to o tym płocczaninie, który zasłużył się w powstaniu styczniowym, dowiedziałem się dopiero przed tygodniem. Wcześniej poszukując informacji o malarzu Maksymilianie Gierymskim przeczytałem, że „Studya przygotowawcze do swych dziesięciu, dziś po świecie całym rozprószonych obrazów kampanii styczniowej, czynił Gierymski z bronią w ręku, w Płockiem, w oddziale Oksińskiego” [2]. Chcąc więcej dowiedzieć się o tym oddziale dotarłem do kolejnej informacji „W Sieradzkiem organizatorem powstania był Józef Oksiński rodem z Płocka” [3].Dowiedziałem się z niej, że Oksiński był płocczaninem oraz to, że nie mógł w tamtym czasie działać na terenie województwa płockiego.

Autor: 

Andrzej "Bobola" Muszalski

Walki pod Bolimowem w latach 1914 - 1915

Dwie rosyjskie armie po początkowych sukcesach (w wojnie manewrowej) przygotowały się do uderzeń na Wrocław i Poznań. Nie dość, że w ten sposób stworzyły lukę między sobą to zupełnie nie współdziałały z siłami nastawionymi na zdobycie Królewca. Ten drugi odcinek (pomiędzy Włocławkiem i Kutnem) zajmowały jedynie dwa rosyjskie korpusy. Ich rozbicie umożliwiłoby by Niemcom przejście na tyły armii przygotowujących się do wznowienia marszu na Częstochowę. Słabe siły nie oznaczały jednak braku jakichkolwiek sił. Jedną z jednostek rosyjskich był tu 6 Korpus Syberyjski - jednostka elitarna. Dlatego też atak Niemców choć przyniósł sukces terytorialny to nie pozwolił na przejście na tyły przeciwnika. W dniach 11 - 24 listopada 1914 roku front zatrzymał się na linii rzek Rawka i Bzura.

Okres walk pozycyjnych.

Autor: 

trobal

Strony