Artykuły

Brudzeńskie jary

Brudzeński Park Krajobrazowy, powołany 9 czerwca 1988 roku, należy do jednych z najmniejszych obszarów chronionych w Polsce. Pomimo tego, tereny leżące w obrębie parku cechuje niezwykle przebogata zbiorowość ekologiczna z roślin i zwierząt, a także urozmaicony krajobraz.

Już przed powstaniem parku istniały tu dwa rezerwaty przyrody, razem chroniące ponad 153 ha leśnej powierzchni i przełomowy odcinek rzeki Skrwy Prawej. Czy były to wystarczające środki dla zachowania niezniszczonej przyrody?; z pewnością nie. Spójny system rezerwatowy parku wymagał wiele do życzenia, zaś mały skrawek objęty jego ochroną nader skąpy.

Na podstawie rozporządzenia nr. 80 wojewody mazowieckiego z dnia 11 września 2002 roku (Dziennik Urzędowy Województwa Mazowieckiego, poz. 6183) nowy rezerwat wojewoda zatwierdził.

Rezerwat przyrody "Brudzeńskie jary" obejmuje pod ochronę teren o łącznej powierzchni 39,10 ha (w tym otuliny 35,80 ha).

Autor: 

Sławko Gajewski

Przebudzenie patriotyczne i pierwsze ofiary - Królestwo Kongersowe 1860-61

29 listopada 1860 roku, przed barokowym kościołem p.w. Narodzenia NMP przy ul. Leszno w Warszawie, w 30. rocznicę wybuchu Powstania Listopadowego, grupa młodzieży po raz pierwszy zaśpiewała "Boże coś Polskę". Dotychczas oficjalna wersja tej pieśni, napisana przez Alojzego Felińskiego dla uczczenia cara Aleksandra I, została zmieniona, a słowa w refrenie nie brzmiały już: "Naszego króla zachowaj nam Panie!". Zdziwienie było tak duże, że nikt nie podejrzewał, iż za chwilę popłyną słowa pieśni "Warszawianka" i "Jeszcze Polska nie zginęła". W najbliższych dniach śpiewy powtórzyły się w kilku warszawskich kościołach, a także na prowincji. Władze carskie nie reagowały na ten przebudzający się patriotyczny duch narodu. Zachęceni mieszczanie, w 30. rocznicę bitwy pod Grochowem, 25 lutego 1861 roku, zorganizowali wiec na Starym Rynku. Rosjanie skierowali ku demonstrantom oddziały żandarmów i kozaków, którzy rozpędzili tłum w sposób brutalny; poturbowano i aresztowano ludzi.

Autor: 

Krzysztof Zadrożny

Strażnik podziemi

Aby opowiedzieć o strażniku płockich podziemi, muszę cofnąć się pamięcią o kilkadziesiąt lat, do ostatnich swoich wakacji. W czasie górskiej wędrówki poznałem Zbyszka, młodego płocczanina, studiującego historię i wielkiego miłośnika Płocka. To od niego po raz pierwszy usłyszałem o Płocku - że jest najstarszym miastem na Mazowszu, a gród w Warszawie, nakazał zbudować książę płocki Bolesław II, że w okresie panowania Hermana i Krzywoustego był faktyczną stolicą Polski, że w Płocku jest najstarsza polska szkoła – Małachowianka i jedno z najstarszych towarzystw naukowych – Towarzystwo Naukowe Płockie oraz to, że z mostu na Wiśle roztacza się najpiękniejszy widok na Płock, położony na wysokiej skarpie nadwiślańskiej. Także on opowiedział mi legendę o Strażniku płockich podziemi. Legenda mówi o przygodzie pewnego kasztelana, który przybył do Płocka by objąć swój urząd, a działo się to w czasach poprzedzających potop szwedzki.

Autor: 

Andrzej "Bobola" Muszalski

Tajemnica Wzgórza Krasino

Wzgórze jest naturalną formą terenu o wysokości względnej nie mniejszej niż 100 metrów i nie większej niż 300. W przypadku Wzgórza Krasino jest to raczej nazwa umowna, choć delikatne wzniesienia terenu występują w tej okolicy.Wzgórze Krasino umiejscowione jest w pobliżu wsi Smorzewo (gm. Gozdowo, pow. sierpecki), w okolicach większej miejscowości Kurowo, gdzie na miejscowym cmentarzu spoczywa wielki płocki archeolog Franciszek Tarczyński. O Tarczyńskim wiadomo, że pracował w tym terenie i właśnie na malowniczym usytuowanym wzniesieniu wybrał sobie miejsce pochówku. Ten "płocki starożytnik" wraz z doktorem Leonem Rutkowskim z Płońska w 1899 roku pracował m.in. na Wzgórzu Krasino. Faktem jest, że zgodnie z jego wolą, po śmierci, wszystkie wznaleziska archeologiczne przekazane zostały do Muzeum Diecezjalnego w Płocku.W 2007 roku archeolodzy trafili na ślad wczesnośredniowiecznego cmentarzyska, gdzie pochówki dokonywano w obudowach kamiennych i gdzie przeszło 100 lat wcześniej wykopaliska prowadzili ich poprzednicy. Prace prowadzili tam wspólnie przedstawiciele z Polskiej Akademii Nauk Instytutu Archeologii i Etnologii i Muzeum Mazowieckiego w Płocku.

Autor: 

kazet-kz

Legendy płockie - Zasypani cz. 2/2

Józef Siłacz dowiedziawszy się o zmianie, jaka nastąpiła podczas snu jego, z początku zaczął się gniewać, rzucać, krzycząc, że nie pozwoli, aby taki smarkacz, jak Kachna, pierw szła za mąż, aniżeli Dorka, starsza i poważniejsza. Spuchnięta jednak i z sińcami twarz Antosia, powstrzymywała jego wybuchy, a gdy jeszcze i chłopiec, który ledwie mógł mówić, gdyż mu się po jednej stronie wszystkie zęby poruszyły od silnego uderzenia, zaczął prosić, aby Dorki nie przynaglał, a Kachnie nie wzbraniał, kiedy ma taką ochotę, dał się jakoś uprosić, pierwszy raz pewnie w życiu ustąpił, choć mruczał i sapał.
Zaczęto więc szykować do wesela i nadszedł wreszcie dzień, oczekiwany z trwogą i rozpaczą w duszy dla Kachny, chociaż mężna dziewczyna nie okazywała tego i gorączkową, nienaturalną nawet wesołością, chciała ukryć przed wzrokiem matki i siostry to, co sama czuła.

Strony