Artykuły

Spacer na powitanie wiosny

jezioroGórznieńskie

Czy istnieje jakiś lepszy sposób powitania wiosny dla miłośników turystyki, niż spacer? Nie wyobrażam sobie. Zebrała się zatem czteroosobowa grupka w składzie: Arek, Julek, Piotrek i Zbyszek, aby zapuścić się w najbardziej na północ odległe rejony rodzimej diecezji płockiej. Wyznacznikiem tejże wyprawy stało się odnalezienie miejsc pamięci związanych z II wojną światową, których na tym terenie nie brakuje, śladów kolonistów niemieckich w postaci opuszczonych cmentarzy oraz sprawdzenie, jak wygląda rezerwat „Mszar Płociczno” w atmosferze budzącej się do życia po zimowym okresie przyrody. Ale żeby nie było tak poważnie, głównym celem była dobra zabawa w dobrym towarzystwie podczas niekrótkiego w sumie spaceru. 

Autor: 

Zbyszekg9, Majsterek

U źródeł Skrwy raz jeszcze

Są osoby, dla których najlepszą formą powitania nowego roku jest porządny spacer turystyczno-krajoznawczy. W tym duchu 3 stycznia dwuosobowa ekipa w składzie Arek i Zbyszek wybrała się w teren, który tradytorowa grupa w nieco innym składzie już wcześniej penetrowała. Pierwszą niemiłą niespodzianką okazał się brak trzeciego ze śmiałków - Majsterka, który oczywiście planował wziąć udział w wyprawie, ale z przyczyn od siebie niezależnych niestety musiał zrezygnować. A zatem w uszczuplonym składzie, nie zwracający uwagi na nocne opady deszczu i silny wiatr, ruszyliśmy w siną (a w zasadzie jeszcze ciemną) dal. Cel: przejście Skrwy od jej źródeł do ujścia do jeziora Skrwilno z założeniem przejścia możliwie jak najbliżej koryta.

Autor: 

Zbyszekg9

Odkrywanie krańców równiny

Nie minęło wiele tygodni od naszej poprzedniej, pieszej wyprawy, a znów znaleźliśmy swe miejsce daleko od domu, od miast i codziennych zajęć. Znaleźliśmy też czas na długi sobotni spacer, kilkaset zdjęć i 8 godzin rozmów o samych ciekawych sprawach. Nadskrwiańską krainą zdążyła już zawładnąć ciemniejsza, późno listopadowa jesień. Tym bardziej, słoneczny, mroźny dzień który się napatoczył, trzeba było dobrze wykorzystać.
Zmienił się nieco skład ekipy. 35km przebywanych pieszo w temperaturze poniżej 5 stopni to na pewno nie wyczyn, ale za to dobra okazja do treningu dla zaprawionych piechurów. I tak z Arkiem i Zbyszkiem dojechaliśmy do Szczawna około 7.30, by po paru minutach być już na wyznaczonym niezbyt ściśle szlaku.

Spacer nad Skrwą i nie tylko

Zaduszki spędzone w terenie. Cztery tradytorowe dusze powędrowały szlakiem który wyznaczał się sam w trakcie wędrówki. Apetyt rósł w miarę jedzenia, a pogoda zdawała się kibicować w marszu. Sierpc powitaliśmy około 7.40 w składzie Julek, Zbyszek, i Ja; czekała tam na nas zawsze uśmiechnięta, nawet tak rano w niedziele Ania. 
Wędrówkę związaliśmy luźno z czerwonym szlakiem, który raczej kilkakrotnie przecinaliśmy niż przemierzaliśmy. Z dworca skierowaliśmy się najkrótszą drogą na Miłobędzyn, temat już dobrze znany, choć okryty dziś jesienną ciszą. Kompletny brak ruchu o tej porze, miejscowość zamarła w bezruchu. Jedynie wiaterek poruszający lekko bezlistne gałązki wierzb i kasztanowców budzi tu dzień. Niebawem skręciliśmy w kierunku Bledzewa, podziwiając z wysokich morenowych wzgórz krajobraz porannej mazowieckiej wsi, skąpany w szarawej mgiełce.

Strony