Aleksander Sochaczewski - Malarz syberyjskiej katorgi.

Autor: 

Nieostatni

Aleksander Sochaczewski, a właściwie Sonder Lejb urodził się 3 maja 1843r w miasteczku Iłów niedaleko Sochaczewa. Rodzice, ojciec Szmul Sonder, matka Szajna Bajły z domu Pytel, szczególnie synowi (była jeszcze córka) chcieli zapewnić odpowiednie wykształcenie, przygotowując go do stanu duchownego. Ojciec zajmował się rzemiosłem, a jednocześnie w był szamesem (odpowiednik kościelnego) w Iłowskiej bóżnicy. Aleksander był chłopcem inteligentnym, oczytanym, zamiłowanym w rysunku, znającym już Talmud. Nie było problemów z przyjęciem go do Warszawskiej Szkoły Rabinów, mającej wówczas opinię bardzo postępowej wśród żydowskiej młodzieży, ciągnącej tu z całego Królestwa i Galicji.

Młody siedemnastolatek, wyzwolony z pod surowej ojcowskiej dyscypliny, w czasie półrocznych studiów judaistycznych odkrywa jednak w sobie duszę artysty, zaniedbuje pierwszoplanową religię, oddając się całkowicie malarstwu. W końcu 1860r. rozpoczyna nowe studia w Warszawskiej Szkole Sztuk Pięknych pod okiem profesora Józefa Simmlera, dzięki rekomendacji Henryka Toeplitza oceniającego Aleksandra jako wyjątkowo zdolnego młodzieńca. I rzeczywiście jego prace, już w następnym roku, zostały dostrzeżone na prestiżowej dorocznej wystawie Szkoły Sztuk Pięknych, eksponowanej w Pałacu Kazimierzowskim. Wśród czterech wymienionych nazwisk, najbardziej uzdolnionych i zapowiadających się studentów, warszawska prasa zamieściła Aleksandra Sochaczewskiego. Inaczej spędził by młodość, ukończył studia, trafił do panteonu malarzy ówczesnej Europy, gdyby nie burzliwe lata 60-te XIXw. W Europie, Giuseppe Garibaldi na czele tysiąca wybranych rozbił królestwo Neopolu, tworząc podwaliny zjednoczenia Włoch. Aleksander Kuza przy pomocy kilku batalionów tworzył Królestwo Rumunii. Zdawało się, że i dla Polski wybiła godzina sprawiedliwości. Wypadki układały się tak, że rosło we wszystkich umysłach pragnienie wolności. Młodzież masowo popierała i uczestniczyła w manifestacjach patriotycznych, zaś prym wiedli studenci ASP, a w śród nich Aleksander.

Tu powstawały odezwy, afisze wzywające do bezpośredniego udziału w manifestacjach religijnych, ulicznych i rocznicowych, które ukazywały się na placach, ulicach, bramach domów i drzwiach kościołów, a dotyczyły takich wydarzeń jak, "Pogrzeb pięciu poległych" czy "Zamknięcie kościołów warszawskich". Represje i aresztowania spowodowały zamknięcie szkół, zaś Aleksander powrócił na jakiś czas do rodzinnego domu w Iłowie. Jednak młodzieńczy zapał gnał go do Warszawy, gdzie wynajmuje z kolegą z ASP mieszkanie na ulicy Chmielnej. Udziela lekcji rysunku dzieciom, w zamożnych rodzinach mieszczan warszawskich. Dzięki rekomendacji profesora Józefa Simmlera, otrzymuje zamówienia na portrety. W stosunkowo krótkim czasie nawiązuje kontakty ze znanymi ówcześnie postaciami sztuki, bywają w jego mieszkaniu Juliusz Kossak, Aleksander Lesser, oraz koledzy z ASP. Zaczyna bywać w domach, znanych warszawskich osobistości, a także i u siebie gości działaczy Komitetu Narodowego. Oczywiście mieszkanie jest pod stałą obserwacją policji i niestety policyjnej wtyczki, wolnego słuchacza z uczelni penetrującego środowisko studenckie. We wrześniu 1862r policja przeprowadza rewizję w mieszkaniu na Chmielnej, zaś wynajmującego Aleksandra Sochaczewskiego aresztuje. Znalezione materiały jednoznacznie świadczą o przynależności lokatora zajmującego mieszkanie, nie ma wątpliwości, to sympatyk radykalnego stronnictwa "czerwonych" nawołującego do wybuchu powstania. Wśród najbardziej obciążających pozycji w sporządzonym raporcie figurowała broń palna i sieczna, sztylety przeznaczone do wymierzania wyroków śmierci zdrajcom, orzeczonym mocą Sądów Powstańczych, formy do odlewania kul. Zabezpieczono matryce instrukcji i odezw, oraz gotowe materiały w paczkach przygotowane do wysyłki, a także duże ilości egzemplarzy podziemnej prasy. Odnotowano 61 pozycji, z których każda groziła wyrokiem śmierci. Na dodatek, w czasie nocnej rewizji zatrzymany zdając sobie sprawę z beznadziejnej sytuacji, poprosił dowódcę o wyjście na podwórze by załatwić potrzebę fizjologiczną. Wyszedł z eskortującym żandarmem, nastąpiła próba ucieczki, w czasie szamotaniny wyrwał broń żandarma i strzelił raniąc go, został jednak schwytany, związany i odesłany do cyrkułu, a stamtąd tej samej nocy pod eskortą przewieziony do Cytadeli. Śledztwo trwało do końca grudnia 1862r. Mimo krzyżowych pytań nie zaprzeczał sprawom oczywistym, nie do obrony. Do innych wątków, wyłonionych w czasie śledztwa nie przyznawał się, a wręcz przeczył. Przyznawał się do udzielania lekcji rysunku dzieciom znanych mieszczan i do kontaktów z kolegami na uczelnianych zajęciach. Zarzut chęci pozbawienia życia żandarma, odpierał niezmiennie - nie chciałem go zabić a tylko zranić. Mogłem z odległości dwu kroków, z łatwością celnie strzelić. Dano wiarę temu, ponieważ świadkowie zdarzenia potwierdzili tą sytuację. Nie przyznał się do żadnej politycznej działalności, powołując się na swoją młodość i niedojrzałość. Niezmiennie powtarzał, iż znalezione materiały i dowody go obciążające, zostały przyniesione przez nieznajomego z prośbą by za opłatą, przechować do następnego dnia. Gdy ten nie zgłosił się po odbiór, sam zajrzał do środka i z przerażeniem stwierdził zawartość, bał się zgłosić na policję i wtedy nastąpiła rewizja. Niby naiwna linia obrony, jednak konsekwentnie podtrzymywana, bez podania żadnych nazwisk i ciągłego twierdzenia w czasie konfrontacji, iż przedstawiane twarze widzi po raz pierwszy, okazała się zbawienna. W ten sposób wielu uratował przed zsyłką. Przesłuchano kilkadziesiąt osób, które nie wniosły nic nowego, a często wzajemnie sobie przeczyły, oskarżony zaś niezmiennie powtarzał to samo. Śledztwo utknęło w miejscu. W końcu przygotowano raport do Wielkiego Księcia Konstantego, wnioskując o przekazanie sprawy Aleksandra Sochaczewskiego do Sądu Wojennego. Sąd Wojenny ponowił konfrontacje, licząc na potknięcia w zeznaniach, jednak zeznający i oskarżony za każdym razem powtarzali zawsze, wersję zdarzeń już zapisaną. Sąd usiłował złamać psychicznie oskarżonego, obciążając go zamiarem zabójstwa żandarma, doprowadzając do konfrontacji na sali sądowej. Wypowiedź oskarżonego zanotowana w aktach chyba przeważyła sprawę: - "Zabiłbym cię na miejscu i ty dobrze o tym wiesz". Sporządzono raport w dniu 11 stycznia 1863r. twierdząc, iż przestępca jest osobą wyjątkowo niebezpieczną. Wyrok jaki zapadł w dniu 24 kwietnia 1863r., już w czasie trwania powstania brzmiał: - Kara śmierci przez powieszenie. Wyrok zgodnie z przepisami trafił do Wielkiego Księcia Konstantego w celu potwierdzenia. Ponieważ oskarżony nie przyznał się do stawianych mu zarzutów i nie był pełnoletni (21lat), Książe Konstanty dopisał na wyroku: Posłać na 22 lata do pracy w kopalniach Syberii Wschodniej. Wiadomość o zamianie wyroku dotarła do prowadzącego egzekucję w ostatniej chwili. I był to powszechnie praktykowany w X Pawilonie Warszawskiej Cytadeli, rodzaj dodatkowych represji. Niestety tego dnia, początek maja 1863r. na oczach zgromadzonych rodzin, znajomych, patriotycznej młodzieży, sympatyków powstańczej walki o niepodległość, stracono na stokach Cytadeli księdza Konarskiego i studenta Orłowskiego. Wtedy to przybył posłaniec z decyzją o zamianie wyroku, kaci sprowadzili skazańca z szubienicznego stołka. Został odprowadzony do celi, by w najbliższym transporcie rozpocząć swą katorżniczą wędrówkę na Sybir. Pierwszy tysiąc siedemset osiemdziesiąt kilometrów z Warszawy do Moskwy i Niżnego Nowgorodu przebył koleją. Tu kończyła się w tamtym czasie linia kolejowa, dalej na wschód wiódł odwieczny szlak handlowy do Chin, ze znaną warownią i ośrodkiem handlu na jej krańcu - Nerczyńskiem, założonym przez carów z dynastii Romanowych. Twórca nowożytnej potęgi Rosji, Piotr I zwany Wielkim, w ciągu czterdziestoletnich rządów i podboju Syberii, na tej prawie 7000km trasie wybudował w odległości 25 - 30 km drewniane strażnice, które w XVIIIw zamieniono na strzeżone więzienia, zwane etapami dla zesłańców dekabrystów, polskich powstańców 1831, 1846, 1863, tzw. narodników, oraz własnych kryminalistów skazanych na Sybir. Przemarsz i jego obsługa były zsynchronizowane i świetnie zorganizowane. Grupę około dwustu skazańców konwojował oficer mający do dyspozycji dwudziestu kozaków i kilkudziesięciu pieszych żołnierzy pod bronią. Z przeciwnego kierunku, do etapu zmierzała grupka katorżników, którym udało się przeżyć czas zsyłki i grupa rekrutów wcielonych do wojska. Po jednodniowym odpoczynku, przespanej nocy, eskortujący wymieniali konwoje i wracali do swej etapowej bazy. Tak uruchomione w 1826r. przez carską ochranę wahadło, dostarczyło do 1917r. na Sybir około 600 tys. katorżników niewolniczej pracy. Oczywiście zdarzały się przewidziane z góry przerwy, zarządzane przez naturę - wiosną i jesienią, kiedy zbyt szeroko wylewały rzeki, lub lód był zbyt słaby, aby zapewnić przejście kolumny. Takie okresy starano się przeczekać w dużych więzieniach gubernialnych, wtedy konwój dziesiątkował tyfus, roznoszony przez wszechobecne wszy i pluskwy.
Miejscem zesłania Aleksandra Sochaczewskiego miała być gubernia irkucka. Pozostało więc do przejścia bagatela prawie 4700 kilometrów, zdarzały się odcinki, etapy kilkudziesięciu kilometrowych spływów łodziami. Pokonanie takiej odległości mieściło się średnio w okresie jednego roku. Po dotarciu do Irkucka okazało się, iż wszystkie lokalne kopalnie mają komplety zatrudnionych. Więzienia i kolonie katorżnicze przepełnione, wybucha epidemia tyfusu, masowo umierają skazańcy. Administracja godzi się by uruchomić pomoc medyczną oferowaną przez lekarzy zesłańców, udaje się opanować sytuację, a władze decydują się przesłać dużą grupę skazanych do oddalonej o 70km od Irkucka, miejscowości Usole nad Angarą, przez którą wcześniej przechodził konwój. W grupie tej znalazł się Sochaczewski. Tu dygresja, ciekawe zrządzenie losu: - w czasie epidemii tyfusu, do Irkucka dotarła kolumna zesłańców wśród których znajdował się, inżynier wojskowy, komisarz powstania na Litwie Józef Kalinowski - późniejszy brat Rafał od św.Józefa, zakonnik Karmelitów Bosych. Beatyfikowany 22.06.1983r. i kanonizowany 17.11.1991r. przez papieża Jana Pawła II - św. Rafał Kalinowski.
Jako więźniowie polityczni z wysokimi wyrokami trafili do tak zwanych koszar na wyspie oblanej wodami Angary. Sochaczewski z 22 letnim wyrokiem, musiał pracować i spać, zakuty w kajdany. Nie objęła go carska amnestia z 1866r. Pracował ciężko przy solankowych tężniach i kotłach warzelnianych. Stan taki trwał około dwu lat, jednak nie załamywał się, a przeciwnie starał się pomagać innym.
Usole miało wśród zesłanych wyjątkową opinię, mieszkali tu zesłańcy po powstaniu listopadowym 1831r., powstaniu krakowskim 1846r., Wiośnie Ludów 1848r. więźniowie polityczni sprzed lat byli tu szanowani, jako wykształceni, inteligentni, użyteczni, inżynierowie, nauczyciele, lekarze, w pewien sposób stanowili elitę i wzorzec dla miejscowej władzy, prowincjonalnej administracji gubernialnej i wojskowej, kupiectwa. Dobrze opłacanych, jednak mających wyższe ambicje i potrzeby własne dla siebie i swych dzieci. Ogromna fala nowych politycznych zesłańców, a wśród nich nauczycieli, naukowców, muzyków, artystów z dyplomami rosyjskich i europejskich uczelni i uniwersytetów powodowała, iż ci których powołano do przestrzegania obowiązujących carskich restrykcji, pierwsi je łamali, wykorzystując zesłańców do nauki własnych dzieci. Taki szczęśliwy zbieg okoliczności przydarzył się Aleksandrowi Sochaczewskiemu, bogaty, wpływowy kupiec i płukacz złota z Irkucka wykorzystując koneksje, uzyskał pozwolenie gubernatora na naukę rysunku swej córki, której udzielał Aleksander. Był to dla niego najszczęśliwszy okres w Usolu, rano pracował w kopalni soli, popołudniami uczył rysować. Mógł zdjąć kajdany i przez kilka godzin poczuć się wolny. Niestety okres ten nie trwał długo, dziewczynka opuściła Usole, zaś ojciec zaproponował zapłatę. Młody zesłaniec odmówił przyjęcia wynagrodzenia twierdząc, iż on sam już odniósł wystarczające korzyści. Rozstając się ustalono, że w przypadku potrzeby zostanie udzielone wsparcie na prośbę zesłańca. Następna amnestia z okazji urodzin Mikołaja II (1868r.) przyniosła rozkucie z kajdan i opuszczenie koszar z angarskiej wyspy. Mógł zamieszkać w kolonii zesłańców Usole, pracując w warzelni soli i raz w tygodniu we wtorek meldować się w koszarach stając do apelu. Wtedy obaj zesłańcy mieszkali w sąsiedztwie, wtedy też Józef Kalinowski został sportretowany i później umieszczony na obrazie W drodze do katorgi znana także pod tytułami Jutrznia lub Poranek w kopalni.
Kolejna amnestia, przełom lat 60 i 70 XIXw. zmniejszyła represje zesłania. Pracował w warzelni na swe utrzymanie, wynajmował pokoik w Usolu, pisał, szkicował, malował, dorabiał portretując mieszkańców. Spacerował brzegiem Angary, był samotnikiem, widywany za szkicownikiem otrzymał przydomek "Rafaela z Usola", ale też samotnika, a nawet zarozumialca. Że był osobą nietuzinkową świadczy zdarzenie o jego wrażliwości na ból, cierpienie, samotność, zarazem charakteryzujące jego człowieczeństwo. W czasie powrotu z jednej z samotnych wycieczek, w czasie narastającej burzy, na skraju osiedlowego śmietnika usłyszał płacz wyrzuconego dziecka. Był to chory, wynędzniały, ze śladami ospy chłopiec. Zabrał go, wyżebrał pomoc i leczenie w miejscowym Usolskim szpitalu, potem samotnie wychowywał i posłał do szkoły, poświęcając na ten cel prawie wszystkie swoje oszczędności. Zrodziła się myśl aby zwrócić się o pomoc do wcześniej poznanego kupca i przemysłowca o przyrzeczoną pomoc i wsparcie. Obietnica została spełniona i dzięki tej protekcji chłopak otrzymał wykształcenie, nazwisko. Został przerwany wątek porzucenia chłopca i zatarto ślad opieki przez polskiego zesłańca. Sochaczewskiemu pozwolono na osiedlenie się w Irkucku, a nawet uzyskał zgodę gubernatora na zatrudnienie w charakterze urzędnika kolejowego. Sytuacja materialna uległa poprawie, mógł malować i szkicować, parę prac z tego okresu znalazło się w polskim kościele w Irkucku, założonym przez innego skazańca z okresu Wiosny Ludów, księdza Zakonu Marianów ojca Krzysztofa Szwernickiego, zwanego proboszczem Syberii.
Wydany przez Aleksandra III w 1874r. dekret uwolnił wielu zesłańców z katorgi, osiedlając ich na Syberii, wyłączając miasta gubernialne i zakazując im pracy urzędniczej. Stracił więc pracę i musiał opuścić miasto by zamieszkać w wiosce Ajok, jednak na początku lat 80-tych udało mu się powrócić do Irkucka, a nawet zostać inspektorem do spraw porządku na pocztowych i kolejowych stacyjkach. Miał dużo wolnego czasu, który poświęcał na poznawanie ludowych obrzędów. Na jednym z miejscowych wesel, został rozpoznany przez chłopca - teraz wykształconego i przedsiębiorczego mężczyznę, kierującego dużym zakładem wypłukującym złoty kruszec w kraju Buriatów. Był to prawdopodobnie uratowany chłopiec. Następny ślad to wiadomość z 1884r. o uwolnieniu Aleksandra Sochaczewskiego z zesłania. Nie są znane warunki na jakich został zwolniony, ani kto pokrywał kosztowną podróż powrotną, można domniemywać, iż to świetnie prosperujący kupiec i przemysłowiec zabezpieczył swego dobroczyńcę, pokrywając w ten sposób swój dług wdzięczności. W rodzinnym Iłowie nie pozostał nikt z jego najbliższych, rodzice zmarli, przyjaciele i znajomi z akademii rozjechali się po świecie, a on miał zakaz powrotu do Warszawy i na teren Królestwa. Zatrzymał się we Lwowie u przyjaciela dr Bernarda Goldmana z czasów nauki w Warszawskiej Szkole Rabinów. Tu nawiązał znajomość z siostrą żony kolegi Różą, córką lwowskiego rabina Lovensteina. Mimo zastrzeżeń rodziny, 30-letnia Róża poślubiła 41-letniego Aleksandra Sochaczewskiego, młodzi wyjechali do Monachium, tam Aleksander otworzył pracownię malarską, gdzie bez pamięci zatracał się w malowaniu portretów ludzi, z przebytej wspólnie katorgi. Odezwały się syberyjskie koszmary, lęki, strachy, które przez lata katorgi pustoszyły jego psychikę. Zrywał się w opętańczym krzyku ze snu, a kiedy powracała pełnia świadomości, zaszywał się w pracowni, by zapisywać wizje obrazów z przeszłości, bez snu i jedzenia. Nowa sytuacja, wolność, małżeństwo, rodzina, stawały się wyzwaniami, którym nie mógł sprostać. Małżeństwo nie wytrzymało próby czasu, w ciągu paru miesięcy legło w gruzach, pozostał sam. Nawyk niesienia pomocy bliźniemu z okresu zsyłki, w nowych warunkach bezlitośnie wykorzystywany przez otoczenie, doprowadził do wyczerpania przywiezionych oszczędności i nędzy. Zapamiętale pracował, bazując na syberyjskich szkicach, tworzył portrety. Prace te pokazywał w swej monachijskiej pracowni, zdobywały uznanie ze względu na koloryt, formę i styl, a także za interesujące grupowanie postaci w scenach zbiorowych.
Obrazy traktował jako ilustrację do swych katorżniczych przeżyć. Tu w Monachium powstaje jądro kolekcji syberyjskiej szkice, kartony, portrety i ogromne płótno, obraz jego życia - Pożegnanie Europy. Pierwsze prace wystawia w 1887r. w Krakowie i 1889r. w Paryżu. Wystawiona w 1890r. w Rzeszowie kolekcja, przyciąga zwiedzających i ma dobre recenzje w prasie. Artysta znika na cztery lata w swej pracowni, by stworzyć dzieło swego życia wspomniany obraz 740x320cm Pożegnanie Europy. Po zakończeniu pracy w maju 1895r., obraz wraz z kilkudziesięcioma uzupełniającymi szkicami i kartonami, oraz kilkudziesięcioma portretami, wystawia w Londynie. Wystawa odnosi ogromny sukces, powtarzają się pochlebne recenzje w prasie londyńskiej, zagranicznej i polskiej typu: - Artyści zmuszeni są oddać hołd uznania technicznej stronie obrazu, umiejętnemu ugrupowaniu..., oświetleniu, rysunkowi , i kolorytowi... Jak donosiła miejscowa prasa powściągliwi i zimni Anglicy ukrywali łzy wzruszenia.
Artysta osiągnął wielki sukces, po 34 latach od złożonej przysięgi pod tym granicznym słupem na krańcu Europy i Azji: - przeżył katorgę, namalował, pokazał Europie cierpienia Polaków i wzruszył ich losem. W 1897r. wystawa trafiła do Brukseli wzbogacona o nowe obrazy Jutrznię i Wieczór i nowy cykl - Ucieczki z Syberii: Wśród śnieżnej pustyni - Ofiary kruków - Śmierć brodiażki - Zamieć - Odpoczynek zbiegów - Pani Gudzińska. Jest ona nowym artystycznym sukcesem, zostaje zauważona przez prasę, ma liczne pozytywne komentarze i recenzje, odnajdują się koledzy z czasu studiów warszawskiej ASP. Okres pobytu w Brukseli przynosi jeszcze jedną kolekcję płócien i kartonów o życiu zesłańców, na które składa się wielka różnorodność narodowa postaci, folklor, rodzaj zachowań związanych z wykroczeniami za które odbywano karę. Pełne ekspresji twarze dozorujących, przemoc i tragizm kar chłosty, knuta lub ruzeg w zależności od pory roku, czy kary słupka. Seria miała składać się z 12 dużych, prawie kwadratowych obrazów, o rozmiarach 100x135cm. Zachowało się dziesięć z tego trzy prawie ukończone, zagruntowane płótno białą farbą i rysunek węglem. Inne zaczęte szkice, nie ukończone.
Wystawa brukselska wywołała duże zainteresowanie i zapotrzebowanie nowych ekspozycji. W 1900r. kolekcja licząca już 125 obrazów, wystawiona była w Krakowie, Lwowie i Budapeszcie. Wśród oglądający zdarzają się osoby - zesłańcy, poznający swe twarze, których pamięciowe portrety stworzył po latach artysta. Wracają emocje, na oczach nowego pokolenia, ojcowie ronią łzy wspomnień.
Trudno przeoczyć, zrezygnować, nie przytoczyć życiowego credo, wyjaśnień i podpowiedzi zawartych w katalogu wystawy, przewodniku napisanym przez 44-letniego mężczyznę, okrutnie doświadczonego przez los - artystę, który przekazuje rozpięty na płótnach ilustrowany pamiętnik, pełen grozy. Galerię ludzi często bezimiennych, z którymi przyszło mu żyć, cierpieć i pamiętać. Twarze i oczy pełne bólu i tęsknoty za bliskimi, za umiłowaną Ojczyzną, dla której walczyli i tak bezmiernie cierpieli. Smutek i groza wyziera tu z każdego skrawka zamalowanego płótna, każdego ogniwa łańcucha i strzępu katorżniczego łachmana, nie kryjącego przed syberyjskim piekłem zimna:
"Byłem jeszcze bardzo młody, gdy wstąpiłem na drogę prowadzącą na Syberię. Uniknąwszy śmierci, pomyślałem, że moje życie może być jeszcze przydatne biednej, ukochanej Ojczyźnie. Cała młodzież poświęcała się wówczas wielkiej sprawie wolności. Jakże wielką wydawała nam się śmierć za idee, za uwolnienie kraju. Wiedzieliśmy, że ta walka nie miała szans, tym nie mniej podjęliśmy ją. Po aresztowaniu, w więzieniu, jak również później przekonałem się, że najlepszym sposobem aby służyć wielkiej sprawie, było nie umrzeć w bezsensownej walce, z góry skazanej na niepowodzenie, lecz raczej poświęcić życie dziełom, które ukarzą światu, część cierpień narodu, który nie chce umrzeć. Gdy znalazłem się przed słupem granicznym, dzielącym Europę od Azji, chciałem odczytać nazwiska i napisy wyryte w kamieniu, smutne wspomnienia. Kiedy myślami wracałem do tych, którzy zostali, nie mając nadziei na ich ponowne ujrzenie, bolesne krzyki jednych, milczącą rozpacz innych, nie pozwalały na skoncentrowanie się... Duszą unosiłem się nad moim krajem, który przez Murawiewów i Bergów nieludzko zniszczony, obrabowany, do kraju, w którym mój ojciec był w żałobie, gdzie matka wypłakiwała oczy. Zanim dany został znak do wyruszenia w dalszą drogę, zanim kajdany smutno zagrały, ujrzałem i przeżyłem w myślach życie, które nas czeka. Ta wizja i myśl dały mi siłę znoszenia wszelkich cierpień jakie zostały mi przeznaczone".

Artysta w wieku około sześćdziesięciu lat, z bliznami przeżyć, na pooranej zmarszczkami twarzy.

Czas pobytu w Brukseli zaowocował nowym związkiem małżeńskim z mieszkanką Brukseli Marią Wurm, połączonym z przysposbieniem jej córki. Rodzi się syn Franc Schmolk. Sytuacja materialna rodziny jest jednak bardzo ciężka. Artysta odmawia sprzedaży swych dzieł. W 1901r. rodzina Sochaczewskich trafia do Wiednia, gdzie kolejny raz eksponowane są obrazy Aleksandra. Spotyka byłego zesłańca Józefa Popowskiego, obecnie piastującego wysokie stanowisko w ministerstwie austriackiego imperium, z którym wspólnie pracował w warzelni Usole. Wszystko wskazuje, iż były katorżnik wspomagał materialnie starego druha. Malował coraz mniej, nie mógł wystawiać i sprzedawać swych prac, gdyż nie był członkiem Wiedeńskiego Towarzystwa Sztuk Pięknych. Opuściła go żona z dziećmi wracając do Belgii. Zaczął pisać opowiadania i nowele z okresu zesłania. Siedem z nich zostało wydane w Berlinie 1906r. w zbiorku "Na Syberii". Między nimi znalazła się tam nowelka o znalezionym i uratowanym chłopcu - tytuł "Ośka".
Żył w osamotnieniu, ustawicznie nękany kłopotami finansowymi, otrzymywał pomoc od Koła Polaków w Wiedniu, apele w prasie "Malarz Syberii" czy "Artysta w nędzy" pozwalały na marną egzystencje.
Zbliżająca się 50 rocznica wybuchu powstania styczniowego obudziła w społeczeństwie wciąż żywe i niezapomniane echa wspomnień. Powstała idea zgromadzenia i zorganizowania wystawy pamiątek związanych z tym wydarzeniem. Powstał "Komitet Wystawy roku 1863", który zaapelował do społeczeństwa o nadsyłanie pamiątek. Wśród odpowiedzi Muzeów Narodowych Rapperswil, Kraków, Lwów, galerii i zbiorów prywatnych, archiwów miejskich, deklarację uczestnictwa złożył sybirak Aleksandrer Sochaczewski, oddając w depozyt 126 swych obrazów, które eksponowano w dwu salach.

Lwów wystawa w 50 rocznicę wybuchu Powstania Styczniowego. Na pierwszym planie ogromny obraz Pożegnanie Europy.

Główna, reprezentacyjna Sala I - Rok 1863 w sztuce. Wśród dzieł Artura Grotgera, Maksymiliana Gierymskiego, Tadeusza Ajdukiewicza, Aleksandra Lesera, Jacka Malczewskiego, Ludomira Benedyktowicza, Aleksandra Sochaczewskiego Pożegnanie Europy - Dwa pokolenia w katordze - Pierwszy list z kraju po wielu latach.
Sala VII - nazwana Sybir i katorga. Cała sala poświęcona Aleksandrowi Sochaczewskiemu, pozostałe 123 obrazy, kartony i szkice, cały dorobek artystyczny, alter ego katorżnika i wiwisekcja zesłańca z przetrąconą psychiką, nastawioną przez ciemiężcę na dosłownie zwierzęcą walkę o przeżycie każdego następnego dnia. Udział w wystawie był właściwie ostatnim publicznym wystąpieniem artysty. Ponownie trafił na szpalty gazet. Otrzymał propozycję kupienia kolekcji, jednak odmówił. Zgodził się na propozycję dożywotniej renty w zamian za przekazanie miastu swego dorobku. Roczna wysokość to 4800 koron austriackich, które zapewniały godne życie. I wojna przyniosła dewaluację, jednak do końca życia zapewniała utrzymanie. Zmarł 15 czerwca 1923r. w Dolnej Austrii gdzie przebywał na kuracji. Zwłoki przewieziono do Wiednia i zgodnie z wolą zmarłego poddano kremacji. 3 maja 1924r. jako weteranowi powstania styczniowego został mu nadany pośmiertnie Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski. Obrazy zaś zgodnie z zawartą wcześniej umową trafiły do zbiorów Muzeum Narodowego im. Jana III we Lwowie. W 1940r. kolekcję przewieziono do Kijowa, zaś w1956r. kolekcja znalazła się w posiadaniu Muzeum Historycznego m.st. Warszawy. W setną rocznicę powstania styczniowego i utworzenia Muzeum X Pawilonu Cytadeli Warszawskiej Pożegnanie Europy, oraz 54 obrazy i szkice trafiły do Cytadeli. W 1981r. przekazano resztę kolekcji, pozostawiając jedynie w Muzeum Historycznym Wieczór - Zakładanie kajdan i trzy szkice.
Ogromne koło historii dokonało pełnego obrotu, na miejsce rozpoczęcia katorgi Aleksandra Sochaczewskiego, w mury znienawidzonej Aleksandryjskiej Cytadeli, powrócił do wolnej Polski, wolny duchem zesłaniec, malarz syberyjskiej katorgi, dotrzymał złożonego przyrzeczenia pod obeliskiem na krańcu Europy - pokazuje potomnym cierpienia ich dziadów i ojców. Jednak odniósł zwycięstwo, staliśmy się wolni!
Dorobek artystyczny
Obdarzony talentem, spostrzegawczością, wybitną cechą pamięci pozwalającej zachować najdrobniejsze szczegóły rozgrywające się na przebytych etapach, podczas katorżniczej pracy, apelach w czasie których wymierzano kary chłosty i inne wymyślne, trwające godzinami tortury. Jest jedynym malarzem odtwarzającym poszczególne wątki jak i całe kompozycje obrazów po wielokrotnych i lata trwających wizjach, żyjących w pamięci i wyobraźni, etapów ołówkowych i kartonowych szkiców, kiedy mógł i wolno mu było użyć tych luksusów, nim artysta nadał im kształt ostateczny na płótnie. Szkicownik z którym nie rozstawał się nigdy to bezcenne notatki, dokumenty, to fundament twórczości jaką rozwinie po powrocie z zesłania. Pierwsze gotowe prace to portrety powstałe w Usolu i Irkucku. Teka z jaką wraca, to jego największy skarb, bezcenny dokument tamtych tragicznych wydarzeń, okrutnej szarej rzeczywistości. Nigdy i za żadną cenę nie chciał sprzedać najmniejszego skrawka kartonu. Dla Aleksandra Sochaczewskiego są jak echa, nuty, wprawki, Etiudy Rewolucyjnej dla Chopina. To one wywołują obsesyjne wizje, są motoryką niekończącej się pracy, aż do ostatniego pociągnięcia pędzla kończącego dzieło. To okres monachijski 1884-90 najbardziej pracowity, o największej liczbie powstałych dzieł, ma w nich swe początki niczym bijące źródło w utworze krasowym.

Pożegnanie Europy, sztandarowe płótno 740x370 - obraz jego życia. Kosztuje artystę cztery lata pracy (1890-94). Jest to właściwie nie obraz, a żyjąca scena według wspaniałego scenariusza, w którym reżyser zatrudnia doskonałych aktorów, dekoracje, kostiumy, charakteryzacje, światło. Widz ogląda ostatnie sekwencje toczącego się na jego oczach dramatu - rozstanie. Artysta zgrupował ponad sto postaci, aktorów głównych drobiazgowo sportretowanych, wymienionych, w załączonym na proscenium programie. Jest to niesamowicie dobry, może nie pretendujący do arcydzieła obraz, jednak porażający widza grozą cierpienia malowanego na twarzach aktorów - zesłańców.(Londyn - Kraków - Rzeszów, łzy wzruszenia) Doskonałe malarskie studium, postaci, twarzy znaczonych piętnem losu zesłańca na nieludzkiej ziemi. Wtedy ten obelisk - znak, nazywano pomnikiem łez. W ciągu XIXw. obok pomnika, syberyjskim traktem, przepędzono przeszło 600 tysięcy ludzi. Tutaj zaczynała się Azja, ziemia katorgi i śmierci. Sybir, który pochłonął miliony istnień ludzkich. Tak wspominał jeden z uratowanych "przechodniów - wędrowców - kajdaniarzy" z tego szlaku:
"Z pewnością mało jest takich miejsc, które były świadkami tylu bezlitosnych i przejmujących grozą wydarzeń, które widziały tyle struchlałych serc, słyszały tyle rozpaczliwych krzyków rozbrzmiewających w tym świecie przygnębienia i nieskończonego bólu. Ludzie skuci łańcuchami jak zwierzęta całują ten granitowy blok tłumiąc w sobie ogromna udrękę: "żegnaj Europo". Niektórzy ryją swoje nazwisko na słupie, gdzie jest już niewiele miejsca, inni zabierają ze sobą garść ziemi".
Tu też swoją przysięgę złożył Aleksander Sochaczewski - młodzieniec stojący przed słupem po prawej. (autoportret)

Wieczór - Zakładanie kajdan
W czasie śnieżycy gdy ucieczka, nawet jej zamiar, nie przychodził do głowy, wtedy i politycznym w drodze łaski zdejmowano kajdany, zakuwano na powrót po pracy, po powrocie na noc. Tą scenę przedstawia obraz. Na pierwszym planie autoportret - Sochaczewski z nogą na kowadle. Obok, zakuty przed chwilą starzec Peszyński, podwiązujący sznurkiem łańcuch do pasa, aby łatwiej było iść.

Jutrznia - W drodze do katorgi - Poranek w kopalni
Katorżnicy w drodze do kopalni i warzelni soli na całodzienną robotę. Idą przez zamarzniętą Angarę z tzw. koszar umieszczonych na wyspie. Wszystkie postaci na tym obrazie to drobiazgowe studia portretowe zesłańców z Ujsola. Pierwszy to Józef Kalinowski - św. Rafał Kalinowski kanonizowany 17.11.1991r. przez papieża Jana Pawła II. Drugi Kamelski, następna para Tomasz Ilnicki z Jakubem Giejsztorem, w głębi ks. L.Godlewski. Żołnierz patrzący z współczuciem na zakutego w kajdany przyszłego świętego, to rosyjski chłop, też "skazany" na 25 lat służby w wojsku.

Pani Gudzińska
Właścicielka piwiarni na Starym Mieście w Warszawie, dożywotnia katorga za pomoc w ujęciu rosyjskiego szpiega i ukrywanie emisariusza Rządu Narodowego. Wykonywała najcięższe prace. Pierwsza naturalna śmierć w Usolu, wśród zesłańców styczniowych (zapalenie płuc, kwiecień 1866r., zostawiła męża i dwoje dzieci w Warszawie). Całymi dniami musiała prać woski po soli w przerębli lodowej rzeki Angary. Na obrazie usiłuje rozgrzać przemarznięte ręce. Nadzorujący Czerkies zmusza ją do dalszej pracy groźbą chłosty. Studium twarzy i postaci, kilkakrotnie przewija się na płótnach.

Odpoczynek zbiegłych - Para małżeńska z dzieckiem
Para małżeńska z dzieckiem, zamierzająca uciec z katorgi. Jeszcze nie wiedzą, że z Sybiru ucieczka jest prawie niemożliwa. On zupełnie wyczerpany i bezradny. Jej miłość macierzyńska promieniująca z twarzy, dodaje sił i energii do ratowania życia dziecka.

Śmierć brodiażki - Ostatni wysiłek
Dalszy ciąg historii zbiegów z obrazu "Odpoczynek zbiegłych". Kobieta, matka nie sprostała trudom. On, ojciec wetknął w stygnącą dłoń, krzyż z kostura i porwany ostatnim wybuchem instynktu samozachowawczego biegnie przed siebie, szukając schronienia przed burzą. Dziecko przytulił do twarzy by ogrzać je swym oddechem. Za nim kruki. Przed nim w śnieżycy majaczy biała śmierć.

Ucieczka więźniów - Ofiary kruków
Obraz zaliczany do tryptyku zatytułowanego Ucieczki z Syberii : Odpoczynek zbiegłych - Śmierć briodiażki. Wystawiony po raz pierwszy w 1897r. ol. pł. 138x92. Osoby występujące, to ta sama rodzina zesłańców szukająca drogi do ojczyzny w bezkresnych śniegach Sybiru. Tu pod granicznym słupem guberni w towarzystwie kruków oczekujących na żer.

Śmierć na taczce
Zamożny obywatel Ukrainy - powstaniec przykuty do taczki, pada przy pracy. Litościwa śmierć wystawia cyrograf, silniejszy od carskiego ukazu: - Ten już wolny!

List z kraju
List, to jedyna łączność z krajem i rodziną. Poczta - list, to miesiące wędrówki z etapem, niesłychana radość i szczęście okrutnie rzadko doświadczające zesłańca. Tu szczęśliwa adresatka z upragnionym listem, okryta płaszczem "katorżniczą nakrywką". Litery GN to znaczy Gubernia Nerczyńska, miejsce zesłania.

Starzec w kajdanach
ol. pł. 96x65. Autor opisuje tak ten obraz: "Starzec z siwą brodą siedzący na pryczy na nogach kajdany". Widoczna na szyi "obroża" to racjonalizatorskie rozwiązanie zesłańców, służące do zawieszenia łańcucha skuwającego nogi, ułatwia chodzenie.

Starzec z młodzieńcem - Starzec i powstaniec
ol.pł 50x39. Studium do Pożegnanie Europy. Postać umieszczona po lewej stronie obelisku.

W śród śnieżnej pustyni - Wierny towarzysz
Trup skazańca, oczy z wyrzutem wpatrzone w niebo, oblany światłem księżyca. Obok, jedyny towarzysz, wyjący pies. Po wschodzie słońca, przylecą kruki.

Brodiaga
Włóczega, zbieg, szaleniec załamany psychicznie, uciekinier brodzący w bezkresie śnieżnym. Obraz zaliczany jako studium do tryptyku "Ucieczki"

Więźniowie przy pracy
ol.pł. węgiel 111x135. Jeden z ostatnich obrazów malowanych w Brukseli - niedokończonej kolekcji. Zesłańcy polityczni w Usolskiej warzelni soli, transportujący sól. W głębi zemdlony starzec na taczkach, współtowarzysz podaje mu wodę, inny podkłada pod plecy kłodę.

Opracowano w oparciu:
H.Boczek; B.Meller - Aleksander Sochaczewski 1843 - 1923 malarz syberyjskiej katorgi (życie, twórczość i dzieje kolekcji)
Muzeun Historyczne m,st. Warszawy; Muzeum Niepodległości w Warszawie W-wa 1993
Ilustracje - skany Wikipedia; Wyd. jak wyżej.