Strażnik podziemi

Autor: 

Andrzej "Bobola" Muszalski

Aby opowiedzieć o strażniku płockich podziemi, muszę cofnąć się pamięcią o kilkadziesiąt lat, do ostatnich swoich wakacji. W czasie górskiej wędrówki poznałem Zbyszka, młodego płocczanina, studiującego historię i wielkiego miłośnika Płocka. To od niego po raz pierwszy usłyszałem o Płocku - że jest najstarszym miastem na Mazowszu, a gród w Warszawie, nakazał zbudować książę płocki Bolesław II, że w okresie panowania Hermana i Krzywoustego był faktyczną stolicą Polski, że w Płocku jest najstarsza polska szkoła – Małachowianka i jedno z najstarszych towarzystw naukowych – Towarzystwo Naukowe Płockie oraz to, że z mostu na Wiśle roztacza się najpiękniejszy widok na Płock, położony na wysokiej skarpie nadwiślańskiej. Także on opowiedział mi legendę o Strażniku płockich podziemi. Legenda mówi o przygodzie pewnego kasztelana, który przybył do Płocka by objąć swój urząd, a działo się to w czasach poprzedzających potop szwedzki.

Ów kasztelan, którego nazwiska nie znamy, opowiada o pierwszych dniach pełnienia swego urzędu w Płocku. Pierwszego ranka po mszy w katedrze, odwiedził biskupa - będą przecież sąsiadami. Później wizytował miasto, by na koniec dokładnie obejrzeć zamek, który ma być jego siedzibą. Po obfitej wieczerzy, uzupełnionej wyśmienitym węgrzynem, udał się do sypialni, gdzie szybko zasnął, zmorzony intensywnie spędzonym dniem.

Obudził go przejmujący chłód, jaki ogarnął łożnicę. Gdy otworzył oczy, w świetle płonącej jeszcze świecy ujrzał, stojącego obok łoża, rycerza w pełnej zbroi, która wydała się kasztelanowi staroświecka, obecnie już nie używana, takie zbroje nosili rycerze przed wiekami, w czasach panowania Kazimierza Wielkiego i bitwy pod Grunwaldem. Podobne zbroje widział dzisiaj gdy wizytował zamkową zbrojownię, ale były one ustawione tam jako pamiątki z dawnych lat. Zbroja rycerza, stojącego przed nim, była świetlista, ale nie błyszczała światłem odbitym od świecy, tylko emanowała bladą, niebieskawą poświatą. Na napierśniku zbroi, widoczny był wygrawerowany herb Prawdzic. Niesamowitość zjawy potęgowały pobłyskujące oczy, widoczne w szczelinach hełmu.

Kasztelan otrząsnął się z wrażenia jakie wywołało na nim pojawienie się niesamowitego rycerza i zapytał. – Ktoś ty i czego chcesz?

Zjawa nie odzywała się, ale gestami wyraźnie wskazywała, że chce, aby się odział i podążył za nią. Kasztelan ponownie zapytał z kim ma do czynienia , ale rycerz nadal milczał i pokazywał, by poszedł za nim. Że ma do czynienia z istotą nie z tego świata, upewniło kasztelana to, że kroczący rycerz nie wydawał żadnych odgłosów charakterystycznych dla idącego zbrojnego, poruszał się bezszelestnie.

Zeszli po schodach, oświetlonych kagankami i zatrzymali się przed wejściem do zamkowych piwnic .Tutaj rycerz – zjawa, wyjął pochodnię ze stojaka, zapalił od kaganka i zaczął schodzić do piwnicy, gestem przyzywając kasztelana. Zeszli do pomieszczenia, z którego rozchodziły się korytarze, nad wejściami do nich widniały herby, napisy, i inicjały. Rycerz wskazał na korytarz, nad którym widniał napis DEUS. Weszli do korytarza, w którym były widoczne kolejne odgałęzienia. Pierwsze z nich duch minął obojętnie, natomiast wskazał na następne, nad którymi widniał rycerski herb Dąb. W tym korytarzu, rycerz wskazał na pierwsze napotkane odgałęzienie, oznakowane inicjałem E, przeszli do kolejnego korytarza, tutaj odnaleźli inicjał U, by wejść do korytarza pod tą literą, w którego końcu odnaleźli korytarz, z widniejącym nad nimi herbem Sulima, tym korytarzem dotarli do schodów, które doprowadziły ich do drzwi i gdy je minęli, znaleźli się w katedrze, w wąskim przejściu między ścianą a stallami. Kasztelan przez chwilę pomodlił się przed katedralnym ołtarzem, oświetlonym kagankiem, płonącym przed tabernakulum. Po czym tymi samymi schodami zeszli do podziemi, tutaj rycerz wskazał na loch pod napisem COMES a idąc dalej poprzez korytarze pod herbami Ciołek, Oksza, Mora, inicjałem E i herbem Sas znaleźli się ponownie w piwnicy, od której zaczęli wędrówkę po podziemiach.

Dniało, gdy kasztelan ocknął się ze snu, doskonale zapamiętał nocną zjawę i wyprawę do podziemi. Ponieważ z dzwonnicy odezwał się dzwon, ubrał się szybko by udać się na mszę do katedry. Po odprawieniu mszy, ksiądz proboszcz zaprosił kasztelana na śniadanie, w którego trakcie proboszcz zapytał o pierwsze wrażenia z pobytu w Płocku. Tutaj kasztelan postanowił opowiedzieć o swej nocnej przygodzie, zaczynając od stwierdzenia, że dzisiejszej nocy modlił się w katedrze. Na to proboszcz, uśmiechając się odpowiedział.

Domyślam się, że już pierwszej nocy odwiedził waćpana nasz Strażnik podziemi. Kasztelan przytaknął i opowiedział o nocnym spotkaniu z tajemniczą zjawą. Proboszcz wysłuchał tego z uwagą i zaczął opowiadać.

Nocna zjawa, którą waćpan widział we śnie, to pokutująca dusza rycerza z rodu Prawdziców. W czasach Kazimierza Wielkiego, gdy budowano zamek w Płocku był on odpowiedzialny za budowę tajnych, podziemnych przejść, bardzo przydatnych w wypadku oblężenia miasta. Lochy umożliwiały ukrycie się, a nawet ucieczkę z miasta, w przypadku jego zdobycia, przez napastników. Okazało się jednak, że podziemia zaprojektowane przez Prawdzica, zamiast służyć obronie miasta, ułatwiły zdobycie go Litwinom, którzy w czasie łupieżczej wyprawy na Mazowsze, oblegli Płock. Łatwo odnaleźli za murami wejście do lochu, bezpośrednio prowadzącego do kolegiaty św. Michała, dzięki temu łatwo zdobyli i splądrowali miasto. Prawdzic poległ w obronie miasta, a jego dusza pokutuje w lochach, za przyczynienie się do śmierci wielu mieszkańców Płocka.

Aby utrudnić poruszanie się po podziemiach i zapobiec łatwemu odnalezieniu przejścia do miasta, dobudowano labirynt ślepych korytarzy, a właściwy kierunek zakodowano. Odczytywać znaki umożliwiające poruszanie się po lochach potrafią tylko nieliczni, wybierani, przez pokutującego od wieków ducha Prawdzica, którego nazywamy Strażnikiem, bo pilnuje podziemi, przepędzając z nich intruzów, którym uda się odkryć któreś z wejść do tajnych lochów. Okazuje się, że waćpan kasztelanie, dołączył do jego wybrańców i może się waść spodziewać następnych, nocnych wizyt Strażnika płockich podziemi.

Faktycznie, przez kilka kolejnych nocy, zjawa Strażnika oprowadzała kasztelana po podziemiach. Poznał więc przejścia do: kościoła Świętej Trójcy, fary, kościoła dominikanów i do kolegium jezuickiego oraz do studni w podziemiach, a także wyjścia poza miejskie mury. Gdy Strażnik przekazał wszystkie tajniki poruszania się, bez błądzenia po lochach, zaprzestał nocnych odwiedzin kasztelana.

Tak kończy się legenda o Strażniku płockich podziemi, opowiedziana przez Zbyszka, który na koniec dodał, że czuje się spokrewniony ze Strażnikiem, bowiem także pieczętuje się herbem Prawdzic, a jego marzeniem jest móc w przyszłości oprowadzać wycieczki po płockich podziemiach.

Źródła: 

"Gwiazdy w Wiśle. Baśnie i legendy o Płocku" - Wydawnictwo Płockiej Galerii Sztuki.