Przebudzenie patriotyczne i pierwsze ofiary - Królestwo Kongersowe 1860-61

Autor: 

Krzysztof Zadrożny

29 listopada 1860 roku, przed barokowym kościołem p.w. Narodzenia NMP przy ul. Leszno w Warszawie, w 30. rocznicę wybuchu Powstania Listopadowego, grupa młodzieży po raz pierwszy zaśpiewała "Boże coś Polskę". Dotychczas oficjalna wersja tej pieśni, napisana przez Alojzego Felińskiego dla uczczenia cara Aleksandra I, została zmieniona, a słowa w refrenie nie brzmiały już: "Naszego króla zachowaj nam Panie!". Zdziwienie było tak duże, że nikt nie podejrzewał, iż za chwilę popłyną słowa pieśni "Warszawianka" i "Jeszcze Polska nie zginęła". W najbliższych dniach śpiewy powtórzyły się w kilku warszawskich kościołach, a także na prowincji. Władze carskie nie reagowały na ten przebudzający się patriotyczny duch narodu. Zachęceni mieszczanie, w 30. rocznicę bitwy pod Grochowem, 25 lutego 1861 roku, zorganizowali wiec na Starym Rynku. Rosjanie skierowali ku demonstrantom oddziały żandarmów i kozaków, którzy rozpędzili tłum w sposób brutalny; poturbowano i aresztowano ludzi. Dwa dni później zorganizowano jeszcze liczniejszy pochód, który przechodząc od Starówki w kierunku Krakowskiego Przedmieścia, na wysokości figury Matki Boskiej, stanął na przeciwko rosyjskich oddziałów piechoty. Nie zawahali się oni użyć broni wobec bezbronnych ludzi. Salwa piechoty zabiła pięć osób - rzemieślnika, studenta, robotnika i dwóch właścicieli ziemskich.

Artur Grottger, Pierwsza ofiara.

W dniu 2 marca 1861 roku odbył się pogrzeb 5. poległych uczestników manifestacji patriotycznej. Uroczyste nabożeństwo żałobne odbyło się w kościele św. Krzyża, następnie pochód niosący trumny na rękach przeszedł przez plac Saski w kierunku Starych Powązek.

Zginęli od rosyjskich kul:
- Filip Adamkiewicz,
- Michał Arcichiewicz,
- Karol Brendel,
- Marceli Paweł Karczewski,
- Zdzisław Rutkowski.

Jeden z poległych - Michał Arcichiewicz

Henryk Pillati - Pogrzeb pięciu ofiar

Aleksander Lesser - Pogrzeb pięciu poległych

Do demonstracji doszło także 6 marca 1861 roku po rozwiązaniu Delegacji Miejskiej oraz Komitetu Towarzystwa Rolniczego. Władze rosyjskie zaprezentowały pokaz siły, a niewiele brakowało by doszło do starcia. Dwa dni później, na placu Zamkowym przypadkowe zgromadzenie ludzi zostało najpierw poturbowane przez konne oddziały kozaków, a następnie piechota rosyjska rozpoczęła strzelać do niewinnych ludzi. Nie wiadomo ile osób zginęło, gdyż ofiary zostały potajemnie pochowane, ale wymienia się ich ilość na 100-200.

Uroczystości patriotycznych jednak nie zaprzestano. Odbywały się one także w maju. Rosjanie nakazali aresztować każdego kto ma emblematy narodowe, szpilki z orzełkiem czy też konfederatki. Nie mogli jednak dać sobie ze wszystkimi rady, gdyż bardzo wiele kobiet, we wszystkich miastach Kongresówki, przybrało żałobę. Coraz częściej odprawiano nabożeństwa "za pomyślność Ojczyzny", a tam rozbrzmiewała zakazana wersja pieśni "Boże coś Polskę".

12 sierpnia 1861 roku, podczas rocznicy Unii Lubelskiej, pozamykano wszystkie sklepy, wieczorem w oknach ustawiono świeczki i przekazywano sobie konspiracyjne gazety. Na ten okres zrzucono także patriotyczną żałobę.

Sytuacja zaostrzała się, więc 14 października 1861 roku wprowadzono stan wojenny, który oddawał także wojsku prawo do tłumienia nielegalnych demonstracji i sądownictwa ich uczestników. Dzień później odbyły się uroczystości w warszawskich kościołach, w rocznicę śmierci Tadeusza Kościuszki. Wojsko otoczyło świątynie nakazując wszystkim wyjść. Ludność jednak zabarykadowała się w kościołach. Po kilkunastu godzinach wojsko wyważyło drzwi, mężczyzn aresztowano, a kobiety i dzieci zwolniono do domu. Po kilku dniach większość mężczyzn zwolniono z cytadeli. Pełniący obowiązki administratora diecezji warszawskiej, ks. Antoni Białobrzeski (po śmierci abp. Fijałkowskiego) ostro zareagował na działania wojska rosyjskiego i nakazał zamknąć wszystkie kościoły do momentu, aż władze dadzą gwarancje, że sytuacja się więcej nie powtórzy. Władze rosyjskie odpowiedziały prześladowaniami i aresztowaniami, aby pokazać siłę jaką dysponują i wywołać strach ludności stolicy na ulicę wytoczono działa, a na placach pojawiło się wojsko, które zamieszkało w namiotach.

Biwak wojskowy na placu Zamkowym - stan wojenny 1861 rok

Trzy dni po wprowadzeniu stanu wojennego zawiązał się w Warszawie tajny komitet, który miał na celu przygotowanie walki zbrojnej.