Legendy płockie - Pamiętny dzień

Autor: 

Andrzej "Bobola" Muszalski

Działo się to w świąteczny dzień Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny A.D. MCI1 w Płocku, stołecznym grodzie władającego Polską, księcia Władysława Hermana. Był to ważny dzień w życiu piętnastoletniego, książęcego syna, Bolesława, który onegdaj powrócił ze zwycięskiej wyprawy pod Santok, gdzie rozprawił się z najazdem Pomorzan. Odważny i energiczny młody wojownik, miał być w tym dniu pasowany na rycerza. Letni, sierpniowy dzień od samego rana zapowiadał się pogodnie, przed południem zamkowy podwórzec zaczął się zapełniać dostojnymi gośćmi i mieszkańcami grodu, którzy mieli być świadkami tej doniosłej chwili.

Mimo, że uroczystość była zapowiedziana na samo południe, Bolesław już od wschodu słońca nie spał i przypominał sobie liczne wyprawy myśliwskie i wojenne, w których uczestniczył. Wychowywany bez matki, która zmarła, gdy miał cztery miesiące, będąc od maleńkości pod opieką cześnika Wojsława, przedkładał obozowe życie nad pałacowe wygody. Wspomina, więc te polowania, na których oszczepem zabił swego pierwszego dzika i pierwszego niedźwiedzia; wyprawę na Morawy, na którą zabrał go palatyn Sieciech, którego późniejsze knowania spowodowały, że Bolesław wraz z przyrodnim bratem Zbigniewem, musieli zbrojnie wymóc na ojcu usunięcie Sieciecha z urzędu i wygnanie go z kraju. Wówczas to, mimo chłopięcych lat, otrzymał we władanie Śląsk i Małopolskę.

Dzisiaj po raz wtóry przygotowuje się do uroczystości pasowania, bowiem wcześniejsze przygotowania przerwał i wbrew woli ojca popędził na czele wielu młodych wojów pod Santok, by pomóc, Zbigniewowi, walczącemu z Pomorzanami.

Mając piętnaście lat, jest znany wśród swoich jako „marsowe chłopię”, a wśród wrogów jako „wilcze szczenię”, teraz zostanie pasowany na rycerza, bo swymi dokonaniami w pełni na to zasłużył.

Tak rozmyślając doczekał porannej mszy w zamkowej kaplicy, po której udał się na śniadanie, które spożył w gronie najbliższych: ojca, brata, Wojsława, a także biskupa płockiego Filipa Doliwity. Po śniadaniu omawiali ostatnie szczegóły czekającej ich ceremonii.

Starzejący się i schorowany książę Władysław nie krył zadowolenia z faktu, że wreszcie dzisiaj Bolesław formalnie przyjmie rycerskie powinności. Nie bez wzruszenia pouczał syna o obowiązkach stanu rycerskiego. - Rycerz musi być: mężnym, szczodrym, wielkodusznym i doskonałym, walczyć w obronie wiary chrześcijańskiej, ojczyznę uwalniać od napastników, unikać wojen niesprawiedliwych, wdowy i sieroty wspierać w ich potrzebie, stawać w obronie każdego niewinnego, żyć bogobojnie i nienagannie wobec ludzi. - Tutaj stary książę stwierdził, że już pora rozejść się, aby założyć uroczyste szaty i wyjść na dziedziniec.

Zebrani na zamkowym dziedzińcu radosnymi okrzykami powitali wychodzących książąt i biskupa, którzy podeszli przed otwarte drzwi maleńkiej kaplicy pałacowej, bo tutaj miało odbyć się pasowanie. Bolesław wyróżniał się pięknym ubiorem, szczególnie rzucał się w oczy duży, piastowski herb - Orzeł Biały, wyszyty na czerwonym kaftanie, założonym przez księcia. Wszyscy zamilkli w oczekiwaniu na tę wielką i uroczystą chwilę.

Bolesław ukląkł przed ojcem i biskupem, stojącymi u kaplicznych drzwi. Wówczas książę Władysław rzekł do syna. - Znasz już powinności rycerskie, jeśli będziesz ich przestrzegał osiągniesz cześć i chwałę doczesną, a po tym ziemskim życiu, spokój wieczny w niebiesiech. Teraz masz odpowiedzieć na pytanie. - Czy pragniesz przyjąć rycerski stan i spełniać rycerskie obowiązki?

Bolesław odpowiedział. - Pragnę z całego serca, tym bardziej, żem się nie uchylał od tych obowiązków już jako pacholę i do tej pory jako giermek.

Książę, słysząc te słowa, dotknął mieczem ramienia syna i ze wzruszeniem w głosie oznajmił. - Mianuję ciebie rycerzem i przyjmuję do rycerskiego grona.

Wówczas Bolesław powstał z klęczek, a ojciec wręczył mu miecz i opasał go rycerskim pasem. Natomiast Zbigniew, przypiął mu rycerskie ostrogi. Po czym biskup Filip wprowadził Bolesława wraz z ojcem do kaplicy, by tam przed ołtarzem poświęcić rycerski miecz i modlić się o łaskę bożą i pomyślność dla nowo pasowanego rycerza.

Gdy wyszli z kaplicy, stanęli przed zgromadzonym tłumem, który zaczął gromko wiwatować i radośnie pozdrawiać bohatera tego uroczystego dnia. W tym momencie ktoś z tłumu zwrócił się do księcia. - [„Książę panie Władysławie – rzekł ów ktoś – Bóg dobrotliwy nawiedził dziś królestwo polskie, a twoją starość i słabość i całą ojczyznę wywyższył przez tego oto pasowanego rycerza! Błogosławiona matka, która takiego chłopca zrodziła! Aż dotąd Polska była przez wrogów deptana, lecz ten chłopaczek przywrócił ją do tego stanu, co dawniej”. Na te słowa wszyscy obecni zdumieli się i dawali mu znaki, by milczał przez uszanowanie dla Księcia.]2 Ale książę wysłuchał tych słów ze spokojem i wyrozumiałością.

Nie był to jednak już koniec uroczystości, bo Bolesław nie miał być jedynym pasowanym tego dnia. Ojciec, który chciał uczcić syna i dodać splendoru uroczystościom, wypytał Bolesława, którzy z jego bitewnych towarzyszy zasługują na rycerski pas i pasował wielu, wskazanych przez syna, jego rówieśników. Bolesław czynnie uczestniczył w uroczystości, bo to on przypinał ostrogi młodym rycerzom.

Gdy uroczystości pasowania dobiegły końca udano się do auli pałacowej, na posiłek, po którym nowo pasowani rycerze zaczęli popisywać się swymi umiejętnościami w posługiwaniu się rozmaitym orężem. Oczywiście prym wśród nich wiódł młody książę, co niezwykle radowało starego władcę, bowiem widział w synu następcę, który uczyni to, czego on nie był w stanie dokonać – przywróci Polskę do świetności, jaką miała za czasów pierwszego Bolesława, zwanego Chrobrym. Jego syn, mimo, że nie osiągnął jeszcze wieku męskiego już jest chrobrym rycerzem i zapewne kiedyś będzie chrobrym władcą.

Książę Władysław wrócił myślami do czasów, kiedy to z małżonką, księżną Judytą, daremnie starali się o przyjście na świat potomka. Modły i posty nie dawały rezultatu. Dopiero za radą biskupa Franko, napisali list o wstawiennictwo do świętego Idziego, opata klasztoru w Prowansji. List wraz z wykonanym ze szczerego złota, posążkiem chłopca i licznymi darami wysłali przez zaufanych. Święty dopomógł książęcej parze, Judyta w dzień św. Stefana3 urodziła syna, któremu na cześć wielkiego prapradziada, nadano imię Bolesław.

Zaczynało zmierzchać, jeszcze trwały zabawy, jednak wyraźnym już było, że dobiega końca ten dzień, dzień niezwykle pamiętny w dziejach Płocka.

1 15 sierpnia 1101 r

2 Cytat z „Kroniki polskiej” Anonima tzw. Gala

3 20 sierpnia 1086 r