Zimowy spacer z historią - okolice Ligowa

Spokojny, bezwietrzny dzień, pola przybielone śniegiem, lekki dwustopniowy mrozek. Warunki na zimowy marsz wymarzone. Jeśli do tego dodamy chęć odkrywania, to mamy przepis na dobrze spędzoną sobotę. 

Trasa na mapie

Pomysł przebieżki zrodził się ostatnio, przy okazji spaceru Arka i Zbyszka nad źródłową Skrwą. Tym razem również zajęliśmy się dorzeczem Skrwy, a dokładniej Główienką i Czernicą - prawymi jej dopływami, odwadniającymi równinę rozciągającą się między Skępem i Ligowem. Zaludniona niezbyt gęsto kraina na pograniczu Mazowsza i Ziemi dobrzyńskiej to obszar rolniczy, przybarwiony jedynie leśnymi, podmokłymi uroczyskami, pozostawionymi samym sobie w dolinach wspomnianych rzek i ich drobniejszych dopływów. Rzeczki i system hydrologiczny z nimi związany stracił swoje gospodarcze znaczenie w toku zmian zachodzących na wsi na przestrzeni ostatnich 100 lat, o czym nieco później. Odwiedzone tereny znajdują się w bliskim sąsiedztwie Sierpca - średniej wielkości ośrodka miejskiego, ostatniego z większych na zachodnim skraju północnego Mazowsza. Warto poznawać tę krainę z uwagi właśnie na jej położenie na pograniczu dwóch prowincji.

Wyprawę rozpoczęliśmy w Choczniu, przypominając sobie ubiegłoletni kajakowy spływ. Choczeński młyn, po przebudowie otoczenia, pozbawiony swej pierwotnej funkcji mieści dziś prądnicę napędzaną nową turbiną. Ruchu we wsi nie widać, sobotnim porankiem wszyscy jeszcze śpią, a my idziemy w górę rzeki, do młyna w Główienicy

Młyn w GłówienicyObiekt dogorywa, otoczony resztkami zabudowań olejarni i gospodarstwa, które istniało tu przed wojną. Młyn zbudowano na Gółwience - właśnie tutaj witającą się ze Skrwą do której wpada. Krajobraz tegorocznej bezśnieżnej zimy daje duże możliwości przyjrzenia się przyrodzie, która rządzi obecnie w dolinie. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu stoki były odsłonięte, a dno dolinne zagospodarowane rybnymi stawami oraz łąkami. Dziś mamy tu piękny, różnorodny las, w przewadze liściasty, im niżej w dół, tym bardziej przypominający naturalny łęgowy rezerwat. Na terenach zalewowych królują bobry. Konstruują zapory, wywracają drzewa, zalewają całe połacie lasu, by stworzyć tam swoje królestwo. Dzięki ich pracy dom mają również inne zwierzaki, a my cieszymy się że możemy to gospodarstwo przyrody podziwiać. 

Rozlewiska w dolinie Główienki

(Dodać należy, że obniżenie, które wykorzystuje tu Główienka, to polodowcowy relikt: rynna Kokoszczyńsko - Bledzewska, opisywana w literaturze geomorfologicznej jako kolejna po rynnie Wierzbicy i Janoszyckiej, ciekawa pamiątka po erozji podlodowcowej, która tak właśnie przyozdobiła krajobraz Pojezierza Dobrzyńskiego, odróżniając go od równin położonych dalej na wschód, nie objętych ostatnim zlodowaceniem.) Idąc dalej w górę strugi staramy trzymać się góry zbocza, najciekawszy wtedy widok można zebrać dzięki oczom, nawet gdy słońca dziś niewiele w tym dębowo - olszynowym lesie. Stopniowo teren się otwiera i wychodzimy na rozległe obszary podmokłe okolic Kokoszczyna. Główienka doprowadziła by nas chętnie do Śniech, ale niestety, nawet dziś, kiedy bagniska są przebieżne dzięki przymrozkowi, zajęło by zbyt wiele czasu przedzieranie się przez turzycowe kępy i gęste choć suche, czcinowe zarośla. Idziemy do drogi, która wyprowadzi nas do wsi. Kokoszczyn mijamy dość szybko i kierujemy się do Śniech, gdzie przed laty istniał spory ziemiański majątek. Po drodze spotykamy życzliwego mieszkańca, który podaje kilka faktów na temat dworu. Mijamy również bardzo ciekawą figurkę, wyglądającą na bardzo starą za sprawą białej, rozlasowanej cegły, z której została zbudowana. Zastanawiające są dość duże głazy wykorzystane do obudowania kapliczki.

Po dworze w Śniechach nie zostało nic poza krajobrazem, jaki często po latach nawet towarzyszy niegdysiejszym wielkim domom. Dopatrzeć można się resztek założenia parkowego i stawu. Niewiele myśląc idziemy więc dalej w kierunku Ligówka, zbaczając z głównego traktu Prowadzącego do Ligowa. Celowe jest to obejście, ponieważ chcemy zobaczyć, co pozostało z wiatraka, który niegdyś tu zamieniał ziarno w biały pył, i czy przypadkiem zabudowania w centrum wsi nie są pozostałością po dawnym folwarku. Jak na razie wszystko na to wskazuje, choć mapy milczą. Zachował się w miejscowości krajobraz kulturowy typowy dla otoczenia dużego, dawnego gospodarstwa, wraz z kamiennymi budynkami, starodrzewiem i figurką z ciekawą inskrypcją.

Kolejnym punktem na mapie naszego szlaku jest Ligowo, cmentarz o istotnym nagromadzeniu ważnych historycznie pochówków. Poza mogiłą Powstańców Styczniowych, dzięki czujności Zbyszka znaleźliśmy całą aleję, przy której nie wypada na dłuższy moment się nie zatrzymać. Co najmniej 3 pieczary cywilnych ofiar zbrodniarzy, którzy przyszli do nas w 1939 bo brakowało im życiowej przestrzeni. Krótka refleksja i możemy iść dalej, choć Arek i Zbyszek nie ustają w poszukiwaniach kolejnych grobów.

Przez Ligowo przeszliśmy wartko, zahaczając jedynie o zamknięty kościół i przebudowany na szkołę dawny dwór. Skierowaliśmy się z powrotem ku Główience, która płynie tu podmokłą, rozczłonkowaną doliną, zbierając wody z przyległych pagórków. Strugi nie prędko oddadzą swoje wody w dół rzecznego, dolinnego cieku. Już boberki nad tym pracują, żeby zarośla i szuwary dolinne nie pozostawały na wiosnę skanalizowaną pustynią. Przeprawiamy się przez pola, schodząc na niższe, nieuprawne łąki i torfowiska. Ciekawy teren dla przyrodnika. Uciekają nam 3 sarenki co i raz uskakując byle dalej, czwórki niespotykanych przybyszy. Czy Tobie się chcę łazić za tym Piotrkiem w takie chaszcze? - zapytał nagle Zbyszek Ani. - Chce mi się bo lubię takie przygody i jak coś jest niezaplanowane na trasie. - Odpowiedziała ku zaskoczeniu chyba najbardziej Arka, który jakoś dziwnie się patrzył na mnie. Szliśmy więc dalej z nadzieją, że uda nam się dojść do początku cieku. Okazało się to bezcelowe, bo za dużo tu podmokłych rozgałęzień, a czasu żeby to badać nie ma. W między czasie zauważyliśmy pewną ciekawostkę: trwają tu pracę nad przywróceniem do życia stawów lokowanych w dolinie. Pogłębia się dawne potorfowe doły, prawdopodobnie dla zagospodarowania hodowlanego. Skala prowadzonych prac jest duża, zaangażowany ciężki sprzęt. Efekty też niczego sobie. (Może ktoś z forumowiczów wie więcej o tym co tu się dzieje?) Obeszliśmy jeden z kanałów po nowo usypanej grobli, z zamiarem przejścia na drugą stronę rzeki. Niestety nie jest to możliwe. Przy większym mrozie rozlewiska w łęgach na pewno dały by się pokonać, niestety, dziś trzeba iść do najbliższego mostku, już za miejscowością Rokicie.

Dobrze mieć w ekipie wytrawnego zwiadowcę, obdarzonego kapitalnym wzrokiem. Mamy to szczęście w osobie Arka. Idąc z 50m od ściany szaroburego lasu, przy słabym oświetleniu, wrśród drzew dostrzegł on coś ciekawego: - Ej, to nie jest jakiś pomnik przypadkiem? - zapytał wskazując w gęstwinę. Ja tam nic nie widzę, Zbyszek na początku też nie, ale już po chili wszyscy wiedzieliśmy że coś historycznie ciekawego odnaleźliśmy. Skraj lasu, ciekawe otoczenie w formie resztek okopów urywających się zaraz po wyjściu na pole, i samotna mogiła. Stan opłakany, prosi się o remont. I tutaj, jak w wielu wsiach mijanych na tradytorowaych szlakach znów świadectwo mordów sprzed 75 lat: "Miejsce uświęcona krwią Polaków zamordowanych przez Niemców w 1939 1945 r"

 

Zmierzamy na Osiek, przecinając spowite lekką zimową białością pola, by spotkać się tam z drugą z dzisiejszych rzek: Czernicą. Kanał szeroki, można by zaryzykować spłynięcie tędy kajakiem, jeśli tylko nie bać się możliwości skąpania w zimnej styczniowej wodzie. Widać gdzieniegdzie ślady po starych urządzeniach melioracyjnych. Dziś nie wykorzystuje się już grobli i zastawek do nawadniania łąk bo sprawę ich żyzności załatwiły nawozy, same pastwiska również znikają, bo kto dziś wyprowadza bydło poza oborę? Taki krajobraz towarzyszy nam do samych Źródeł. Tutaj oglądamy wiejską kaplicę i zabudowę wsi. Na każdym kroku niemal spotykamy obiekty przypominające o okrucieństwach które spotkały tutejszą ludność z rąk niemieckich prześladowców. Arek przypomniał wypowiedź kobiety z pobliskiej wsi, która wspominała o egzekucji, którą tu przeprowadzono. "Co drugi wystąp i do rozstrzelania, a reszta uciekać i ... polowanie". Ta kobieta miała być jedną z dwóch ocalałych. Kolejne miejsce mordu odwiedzamy 2km na zachód od Źródeł, na skraju tzw. lasów jasieńskich, w dawnym Gorzeszynie.

Leśniczówka PodolePomnikowy dąb i tradytorzyDalej przez las idziemy na południe, doceniając pogodę i możliwość spędzania czasu wśród naszych jeszcze lasów, na łonie natury z której jako naród tak wiele czerpiemy. Możemy się dziś cieszyć chwilami spędzonymi razem na poznawaniu lokalnej geografii i historii, pamiętając jednocześnie o bohaterach którzy musieli niegdyś walczyć o byt. Droga przez sosnowy zagajnik doprowadziła nas do osady Podole. Przed wojną był tu Folwark, po wojnie leśniczówka (bardzo porządnie zagospodarowana dodaje kolorytu miejscowości położonej na polanie). Niezmiennie za to wejścia do lasu strzeże ogromny pomnikowy dąb, czyniąc przechodniach wrażenie powagi przypomina o dawnych czasach, których przecież jak nikt inny jest niestety niemym tylko świadkiem.

Kolejne kilometry, już ponad 20, idziemy równym tempem, zmierzając przez dobrzyńskie faliste morenowe równiny do Mysłakowa. Ciekawe są tutejsze, wyższe niż na wschód od Skrwy, murowane figury, przy których już za kilka miesięcy znów będą spotykać się mieszkańcy wsi, oddając cześć Matce Bożej, którą uosabiają z opiekunką ich krainy. Do Mysłakówka idziemy już przy silnie powywijanej, puki co płytko wciętej dolince Czernicy. Z każdym kilometrem jednak staje się ona coraz wyraźniejszym obniżeniem, malując nawet przy pochmurnym dniu krajobraz niezwykle swojski a zarazem ciekawy. Zapada szarówka, zbliżamy się na nowo do doliny Skrwy mijając za pomocą bardzo długiej, prostej drogi pozostałe jeszcze zabudowania wyludnionych wsi

Koziegoroga Rzecznego, Gajów i części Malanowa Starego położonej z dala od mochowskiej szosy. Około 15.30 widzimy znowu Skrwę, w malowniczej dolinie, z tej strony, odsłoniętej, gdy podchodzi się do Malanowa od południa. Malanowo mijamy już szybkim krokiem, by zdążyć przed wieczornym ochłodzeniem osiągnąć Choczeń, zamykając tym samym sobotnią, 37-kilometrową, zimową pieszą pętlę.