U źródeł Skrwy raz jeszcze

Autor: 

Zbyszekg9

Są osoby, dla których najlepszą formą powitania nowego roku jest porządny spacer turystyczno-krajoznawczy. W tym duchu 3 stycznia dwuosobowa ekipa w składzie Arek i Zbyszek wybrała się w teren, który tradytorowa grupa w nieco innym składzie już wcześniej penetrowała. Pierwszą niemiłą niespodzianką okazał się brak trzeciego ze śmiałków - Majsterka, który oczywiście planował wziąć udział w wyprawie, ale z przyczyn od siebie niezależnych niestety musiał zrezygnować. A zatem w uszczuplonym składzie, nie zwracający uwagi na nocne opady deszczu i silny wiatr, ruszyliśmy w siną (a w zasadzie jeszcze ciemną) dal. Cel: przejście Skrwy od jej źródeł do ujścia do jeziora Skrwilno z założeniem przejścia możliwie jak najbliżej koryta.

Bladym świtem zameldowaliśmy się w miejscowości Zdrojki, skąd - jak sama nazwa wskazuje - bierze swój początek tak bliska wielu tradytorowym sercom Skrwa. Aura jakby na nas czekała: deszcz przestał padać, a i wiatr nieco osłabł. Po wskazaniu przez Arka umownego miejsca - źródła, ruszyliśmy wzdłuż ledwie widocznego zagłębienia w terenie. W oczy rzucała się doskonałej jakości ziemia, która po dotknięciu dawała odczucie, jakby dotykało się puchu. 

Kilkadziesiąt metrów dalej zauważyliśmy pierwsze sączki we wzmiankowanym rowie. Tak, to Skrwa, która po ponad stu kilometrach wpłynie do Wisły ujściem szerokim na około 300 metrów. Po kolejnych kilkudziesięciu metrach rów zginął, ale to już wynik ingerencji człowieka. Pole, przez które powoli powinna płynąć struga, zostało po prostu zaorane. Nic jednak nie pozostaje bez konsekwencji, o czym świadczy podmokłość tego obszaru. Kolejne metry to spacer wzdłuż niewielkiego, lecz systematycznie powiększającego się koryta Skrwy, otoczonego raz wysokimi trawami, innym razem rzędami drzew. W tym czasie skupialiśmy się głównie na pokonywaniu gęsto rozstawionych elektrycznych pastuchów ubranych dodatkowo w druty kolczaste, które starały nas powstrzymać od założonego planu - jednak nieskutecznie, pokonaliśmy je wszystkie. Rzeka zaczynała przybierać już realny kształt, pojawiały się pierwsze przepusty, pierwsze dopływy, a nawet zamarznięty wodospad (co prawda niewysoki - jakieś 30 cm, ale zawsze). Dalszej drodze towarzyszyło już na tyle szerokie koryto, że pojawiły się też pierwsze przeprawy. Arek ocenił głębokość Skrwy w tym miejscu (gdzieś na wysokości wsi Purzyce) jako możliwą do żeglugi kajakowej (jest coś takiego, jak żegluga kajakowa?).

Pogoda patrzyła na nas naprawdę łaskawym okiem. Od czasu do czasu gdzieś tam przebijały się promienie słoneczne, a na wysokości wsi Jasiony (przepust-most z 1934 roku) zaskoczyła nas pozytywnie iście wiosenną aurą. Słońce pięknie operowało w czasie pokonywania najpiękniejszego według nas odcinka. Pomiędzy Jasionami a Szczawnem Skrwa, która tu swoim wyglądem daje już podstawy do nazwania jej pełnoprawną rzeką, wije się malowniczo meandrami. Coraz liczniejsze i coraz szersze dopływy Skrwy dwukrotnie zmusiły nas do ich obejścia w celu znalezienia węższego miejsca, aby się przez nie skutecznie przeprawić.W Szczawnie przeszliśmy z lewej na prawą stronę rzeki. Stąd już tylko kilkaset metrów do jej ujścia do jeziora. Ostatni fragment to już gęste zarośla, lecz nie dziwiło nas to, znajdowaliśmy się bowiem w miejscu, gdzie jeszcze niedawno sięgała tafla regularnie zmniejszającego się i zarastającego jeziora Skrwilno. Ambitnie ruszyliśmy do miejsca, aby znaleźć się jak najbliżej punktu styku Skrwy i jeziora. Aby zachować suchość w  butach, każdy kolejny krok musiał być stawiany z rozwagą. Udało się nam stanąć w punkcie, z którego doskonale było widać jezioro, jakieś dziesięć metrów od ujścia Skrwy. A zatem po dwóch godzinach i dziesięciu minutach, po pokonaniu około 10 km założony cel został zrealizowany.

Czas na śniadanie i ustalanie planów: co robimy dalej? W końcu dochodziła dopiero dziesiąta. Arek optował za powrotem do pozostawionego w Zdrojkach auta, a następnie odwiedzeniem jeszcze jakichś ciekawych miejsc w okolicy. Ostatecznie wygrała moja propozycja: ruszyć dalej, zwiedzić Skrwilno, okoliczne lasy i dopiero wtedy ruszyć z powrotem. Opisy ciekawszych miejsc i obiektów znajdą się za czas pewien w stosownych miejscach tradytorowego forum. Teraz tylko zasygnalizuję, iż poruszając się fragmentem ścieżki edukacyjnej „Skrwilno” zobaczyliśmy miejsca pamięci narodowej znajdujące się w lesie przynależnym do Nadleśnictwa Skrwilno(pomniki w hołdzie ofiarom hitleryzmu oraz miejsca egzekucji), następnie dotarliśmy do Skrwilna, gdzie zobaczyliśmy m.in. siedzibę Nadleśnictwa, „pański” mostek, park podworski z XIX wieku, kościół św. Anny, cmentarz katolicki z grobami Chełmickich i miejscem pamięci 1863 r., XIX-wieczne budynki mieszkalne, targowisko, a na deser grodzisko „Okop”, znane bardziej nie z okresu jego średniowiecznej świetności, a z czasów bardziej nam współczesnych, czyli z roku 1961, kiedy to odkryto tam skarb, zwany skrwileńskim. 

Kolejny dylemat: wracać do Skrwilna i dalej iść utartą drogą, czy próbować przedostać się przez podmokłe pola, obchodząc w ten sposób jezioro Skrwilno. Tym razem zdecydowaliśmy się na wariant Arka zgodnie z jego dewizą - kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana - i ruszyliśmy ku podmokłym i częściowo bagnistym łąkom z nadzieją, że mimo wszystko wyjdziemy stamtąd suchą stopą. Udało się. Po dotarciu do wsi Szczawno byliśmy już w domu, tzn. jakieś 10 km od samochodu. A zatem dalszy spacer najpierw drogami gruntowymi, potem asfaltowymi przez Obórki, Jasiony, Purzyce, Goliaty. Pogoda chyba miała nas dość, zaczął padać deszcz ze śniegiem i wiatr przybierał na sile. Mimo to nie ustawaliśmy w kolejnych próbach ustalania dat wybudowania przydrożnych kapliczek i krzyży na podstawie ledwie widocznych inskrypcji. Arek doszukiwał się też śladów dawnych majątków, folwarków bądź ich filii na podstawie minimalnych choćby śladów nasadzeń czy pozostałości gospodarczych. 

W ten sposób dotarliśmy do Syberii, gdzie skręciliśmy do kościoła parafialnego, należącego jeszcze do diecezji płockiej. Mieliśmy szczęście, spotykając kościelnego, który uprzejmie pozwolił nam zwiedzić wnętrze świątyni. Po przebyciu 33,3 km w czasie 7 godz. i 10 min, zrobieniu setek zdjęć, zebraniu materiału badawczego, spacer zakończyliśmy tam, gdzie zaczynaliśmy, w Zdrojkach, nieopodal źródeł Skrwy. W ten sposób przywitaliśmy nowy rok, w poczuciu dobrze spełnionego - nie, nie obowiązku - to była ogromna przyjemność. Wszystkiego dobrego.