Odkrywanie krańców równiny

Nie minęło wiele tygodni od naszej poprzedniej, pieszej wyprawy, a znów znaleźliśmy swe miejsce daleko od domu, od miast i codziennych zajęć. Znaleźliśmy też czas na długi sobotni spacer, kilkaset zdjęć i 8 godzin rozmów o samych ciekawych sprawach. Nadskrwiańską krainą zdążyła już zawładnąć ciemniejsza, późno listopadowa jesień. Tym bardziej, słoneczny, mroźny dzień który się napatoczył, trzeba było dobrze wykorzystać.
Zmienił się nieco skład ekipy. 35km przebywanych pieszo w temperaturze poniżej 5 stopni to na pewno nie wyczyn, ale za to dobra okazja do treningu dla zaprawionych piechurów. I tak z Arkiem i Zbyszkiem dojechaliśmy do Szczawna około 7.30, by po paru minutach być już na wyznaczonym niezbyt ściśle szlaku.
Cel wyprawy był jednak sprecyzowany jasno: przemierzyć całą Okalewkę od końca do początku, tj. od ujścia w jeziorze Skrwilno do punktu w którym rozpoczyna swój bieg. Od początku wiedzieliśmy też, że nie szukamy źródeł rzeczki, a raczej końca jakiegoś rowu, bądź „punktu przegięcia” kanału przechodzącego przez dział wodny między dorzeczem Skrwy a Drwęcy, inaczej mówiąc, łączącego dwa rzeczne systemy. Nowsze mapy topograficzne wcale nie rozwiązywały tej kwestii, więc ekspedycja tak czy owak miała coś wnieść i tak też się stało.

Pierwsze 2 km to dosyć szeroki kanał, zupełnie zregulowany, o wyprofilowanych, łagodnych zakrętach. Ostatnio pogłębiony i zakonserwowany w ramach działań melioracyjnych i retencyjnych. Nie należy się jednak na ten stan rzeczy obrażać, bo taki typ gospodarowania był tu prowadzony od dawna, najwyraźniej łąki i pastwiska były okresowo zalewane by użyźnić gleby. Później jednak kanał zamulił się, poprzeczne rowki prawie znikły, a drewniane płoty zastąpiły elektryczne pastuchy. Dziś na nowo funkcjonują oddane w zeszłym roku zastawy, pozwalające magazynować w rzeczce wodę. Mała retencja przy rozumnym gospodarowaniu odgrywa kapitalną rolę w wypadku powodzi na Wiśle, poza tym stwarza warunki do rozwoju wodnego życia. Brzegi pozostawiono szczęśliwie niezaszalowane kamieniami i siatką, więc za kilka lat krajobraz stanie się bardziej naturalny. Nad brzegami brakuje jedynie drzew. Poza tym, gdzie się nie rozejrzeć, wszędzie przestrzeń, niezabudowana i zdaje się nieprzebyta, ale nie dla nas.
Kolejny odcinek przemierzamy lasem, idąc dnem koryta, w którym wody przy tegorocznej posusze mało. Dno pokrywają naturalne kamienie różnej gradacji, odkładane tu najwyraźniej w miejscu w którym prędkość nurtu maleje, a siła unosząca dotąd kamyki niknie. Płynąc przez sosnowo-brzozowy las kamienistą dolinką rzeczka sprawia wrażenie płaskiego odcinka górskiego potoku. Dalej dno znowu jest piaszczyste, do Okalewki wpada tu drobniejsza znacznie Płosznica, spływająca z północy, jako lewy dopływ. Z lasu wyszliśmy tuż przed Okalewem, przechodząc skrajem oziminą zielonych jeszcze pól. Słońce coraz śmielsze, ochoty na marsz coraz więcej.

 

Więcej na forum

Link do mapy