Źródła w okresie okupacji hitlerowskiej 1939-1945

Autor: 

Michał Ziemiński

Źródła to mała wieś (licząca obecnie około 150 mieszkańców) leżąca na krańcu Gminy Tłuchowo, w powiecie lipnowskim. Każdego, kto tu przyjeżdża, zaraz na pierwszym skrzyżowaniu wita pomnik Wieczna cześć i chwała pomordowanym mieszkańcom Źródeł i okolic przez zbrodniarzy hitlerowskich w latach 1939-1945. Odwiedzając tutejszą kaplicę, (w której w każdą niedzielę odprawia się msza święta), można zobaczyć tablicę z napisem Ta ziemia pochłonęła naszych rodaków, 24 Polaków zamordowanych z rąk hitlerowców w dniach 19 IX – 12 X 1944r. Zwiedzającemu, który już wejdzie do kaplicy po lewej stronie ukazują się dwie duże tablice z nazwiskami 24 osób, których pochłonęła ta ziemia. Zbierającego w lecie jagody lub na jesieni grzyby wita w źródelskim lesie pomnik Tu zostali zamordowani przez hitlerowców…
Wszystkie te tablice i pomniki informują o jednym, o okrucieństwie okupanta, i o tym, że wędrujący stąpa po ziemi zroszonej krwią i łzami prawdziwych patriotów, którzy oddali za ojczyznę najwyższą cenę – swe życie.
Upalny i suchy sierpień zapisze się w historii, jako ostatni miesiąc pokoju w 1939 roku.

 

Piątek, 1 września 1939 r. piękny, ciepły ranek rozpoczął się jak zawsze. Jedni z rana poszli wypędzać bydło na pastwiska, kobiety przygotowywały się do pieczenia chleba, aby był świeży na niedzielę. Dzieci poszły na łąki paść gęsi. Dzień zaczął się jak każdy inny na wsi. Jedyną niepokojącą rzeczą było to, że co pewien czas niebo „dudniło” od samolotów. Z rana rozciągająca się mgła spowodowała, że nie było widać jakie to samoloty. Czy wojskowe, czy nie i czy polskie, czy z jakiegoś innego państwa. Niektórzy ze smutkiem mówili, że to już wojna, inni pocieszali się myślą, że to może tylko jakieś ćwiczenia polskich sił powietrznych. Im bliżej południa mgła ustępowała i bardzo wysoko można było dostrzec samoloty z czarnymi belkowymi krzyżami na skrzydłach. Parę razy pojawiły się na niebie też nasze maszyny, ale leciały one wyraźnie niżej i w mniejszej liczbie. Wtedy już wszyscy mieli w myślach – wojna! To były okropne dni… Ludzie byli w strachu, że kiedy przyjdą Niemcy to wszystko zabiorą. Zaczęto chować cenniejsze rzeczy. Po południu na drogach ruch zaczął się wzmagać. Do ucieczki wybierano polne drogi po wsiach, gdyż obawiano się bombardowań na główniejszych drogach. Przez wioskę przejeżdżały piękne karety, a w nich panny postrojone w suknie jak na bal a nie jak na wojnę… Paru ludzi ze wsi też wyruszyło szukać „lepszego jutra” na wschodzie, ale obecnie wiadomo z historii, ze i tam nie znaleźli spokoju.

Pierwsze dni i noce wojny mijały powoli, ludność żyła w strachu. Bardzo często słychać było i widać niemieckie samoloty, wysoko z silnikami na skrzydłach latały bombowce, które „trząsły” całym niebem, niżej i szybciej latały myśliwce. W nocy z 1 / 2 i 2 / 3 na północnym-zachodzie uwidoczniły się jasne łuny na niebie (1-3 IX 1939 bitwa pod Mławą). Szczególnie rano było bardzo dobrze słychać daleki huk dział, który wędrował po rosie. Wszyscy wsłuchiwali się wtedy w te wybuchy, drżała cała ziemia (trudno dziś stwierdzić, z której bitwy pochodziły te odgłosy, najprawdopodobniej były to bitwa nad Bzurą i bitwa pod Dobrzykowem. 4 września niemieckie samoloty latały wyjątkowo często i nisko. Wyraźnie krążyły nad Ziemią Dobrzyńską; wtedy to też zrzucono kilka bomb na stację kolejową w Sierpcu. Przez cały dzień kilka maszyn wyraźnie krążyło nad Mochowem, Tłuchowem i na zachód od tych miejscowości. Jakby czegoś a raczej kogoś szukały. Jak się dowiadujemy ze wspomnień Elżbiety Szpanowskiej (mieszkanki wsi Żurawinek, Gmina Mochowo) tak było. Przy młynie w lasku we wsi Żurawinek odpoczywał oddział polskiej kawalerii. Na szczęście samoloty ich nie wypatrzyły, a gdy zapadł zmrok wojsko odjechało. Nocami niemal z każdej strony niebo było rozświetlone łunami od płonących miast. Pierwsze niemieckie ciężarówki i motory pojawiły się 10 września w godzinach wczesno popołudniowych od strony zachodniej, od wsi Huta Skępska. Wieś została włączona do III Rzeszy, nazwę miejscowości zmieniono ze Źródeł na Quellhof (z niemieckiego quell – źródło). Tak zaczęła się okupacja…

Szkoła w Mysłakówku, do której chodziły dzieci ze Źródeł zostaje zamknięta i przekształcona w szpital dla żołnierzy niemieckich. W miejsce Ochotniczej Straży Pożarnej Niemcy tworzą przymusową straż pożarną. Wszyscy, wyznaczeni przez wroga mężczyźni ćwiczyli pod rygorem karnym, raz a nawet dwa razy w tygodniu. Komendantem był Niemiec Luks Rudolf zamieszkały w Źródłach. Głównym dowódcą Harbard Adolf, syn niemieckich kolonistów, osiadłych w sąsiedniej wsi Boguchwała.

Wojna! Ale życie na wsi musi toczyć się dalej - przyszła jesień trzeba było siać, orać. Niemcy zaczęli wysiedlać dużych gospodarzy, wywozić ludzi na roboty w głąb Rzeszy. Jak przyszły pierwsze, większe mrozy, Niemcy jeździli ciężarówką od domu do domu i zabierali najlepsze zimowe ubrania (głównie futra i kożuchy). Jak wspomina mój dziadek, co pewien czas przyjeżdżał niemiecki żandarm. Miał on przymocowany do roweru wózek i zbierał, a raczej zabierał siłą produkty spożywcze od gospodarzy, takie jak: jaja, masło, zabite, oprawione kury i kaczki. Po kilku takich „najazdach” moja prababcia miała już zawsze przygotowany taki zestaw dla Niemca. Postrachem dla wszystkich okolicznych mieszkańców był niemiecki żandarm
o nazwisku lub pseudonimie „Sakra”. Bardzo okrutny wobec Polaków. Bił i straszył rozstrzeleniem z błahego powodu. Brat mojego dziadka, jako 6 - letni chłopiec, idąc drogą, mijał wyżej wymienionego Niemca. Niestety, nie skłonił mu się i nie pozdrowił słowami Heil Hitler (tłum.Chwała Hitlerowi). Niemiec zaczął na niego okropnie krzyczeć, i powiedział, że jeśli jeszcze raz nie usłyszy od niego tych słów, to go zabije. Brat dziadka musiał się wtedy cofnąć i ponownie obok niego przechodząc, powiedzieć mu to Heil Hitler.

Po wsi Quellhof bardzo często jeździł niemiecki żołnierz z doskonale wytresowanymi, dwoma, dużymi psami. Tak wspomina Kazimierz Zawadzki (mieszkaniec wsi Źródła, któremu Niemcy zabili ojca). Pewnego dnia, gdy pracowałem na polu, a drogą przejeżdżał Niemiec z psami, to nie zdjąłem czapki i nie ukłoniłem mu się, to poszczuł mnie tymi psami, nie miałem jak uciekać, zdążyłem tylko schować głowę między ręce i zaczęło się. Psy mnie dopadły i zaczęły gryźć, mocno mnie wtedy poszarpały te „pieski”, najgorzej miałem pogryzione pośladki i plecy, i trochę ręce, bo zasłaniałem nimi głowę, bardzo mnie to bolało, ale nawet nie krzyczałem, bo się po prostu bałem, że mnie zastrzeli. Bardzo długo się to goiło. To było chyba latem 1944.

Właśnie tamtego roku (1944) Niemcy zaczęli bardzo często zakłócać spokojne życie na wsi. Do Ligowa został sprowadzony specjalny oddział przeciwpartyzancki - Jadkomando, który stacjonował w budynku dzisiejszej plebanii. Jadkomando to Niemiecka Policja Pościgowa, której celem była likwidacja Żydów, Cyganów, bandytów, śledzenie i ujawnianie członków organizacji politycznych i wojskowych oraz osób utrzymujących kontakty z nimi. Coraz częściej zaczęło dochodzić do pobić z wymyślonych lub błahych przyczyn.

Teraz opiszę dość smutną historię, którą przeżył mój dziadek, jego rodzice i dziesięcioro rodzeństwa.

W tamtych latach tak liczne rodziny były czymś normalnym. Trudno oczywiście było ich wszystkich wyżywić jeszcze przed wojną,
a co dopiero w czasie okupacji, kiedy trzeba było część produktów oddawać Niemcom. Starszy brat mojego dziadka (lat 5/6) nie mógł zrozumieć dlaczego musi jeść suchy, z mlekiem lub maślanką chleb, a masło mama zostawia dla Niemca. Dopiero jak podrósł, zrozumiał, że jego mama musiała tak robić, aby nie zabrali ojca na roboty. Mimo, że był zakaz uboju świń dla siebie, mój pradziadek zabił świnię. Część mięsa suszyła się, a resztę zapeklowano w beczce i zakopano pod budą psa. Po trzech czy czterech dniach od tego wydarzenia, przyjechał już wspomniany Niemiec Sakra z jakimiś jeszcze dwoma kolegami i z psem. Przebywając w domu, zobaczyli na patelni mięso (tzw. skwarki). Zaczęli wypytywać skąd pradziadkowie mają mięso. Pradziadek tłumaczył, że kupił po kryjomu na targu, ale oni nie wierzyli. Zaczęli szukać reszty mięsa w domu, ale nic nie znaleźli. Szukali w stodole, wokół domu, po prostu wszędzie. Niemiecki pies strasznie szczekał na psa moich pradziadków. Początkowo Niemcy myśleli, że to tak, jak pies na psa sobie szczeka. Mięsa nigdzie nie znaleźli, a niemiecki pies nadal szczekał i podbiegał do budy, gryząc naszego. Niemcy kazali pradziadkowi zamknąć tego naszego psa w stodole, więc pradziadek wykonał ich polecenie. Pies niemiecki od razu zaczął kopać pod budą. Hitlerowcy kazali odsunąć pradziadkowi budę na bok i kopać pod nią, nie chciał tego robić, ale musiał, bo mówili, że inaczej go zabiją. Pradziadek wykopał to, co wcześniej zakopał, czyli beczkę
z peklowanym mięsem. Gdy Niemcy zobaczyli, że jest w niej mięso, wyprowadzili dziadka z rodzeństwem przed dom. Byli bardzo rozwścieczeni. Ustawili ich pod ścianą, po czym jeden z esesmanów powiedział do pradziadka Nie zabiję Cię, bo masz tyle dzieci, one bez ciebie by zdechły, jakbyś ich nie miał, to bym Cię zabił jak psa, dostaniesz za to kilka batów. Wprowadzili pradziadka do domu, do największej izby. Kazali zdjąć mu koszulę, położyć się na ławie. Dwóch Niemców biło go na zmianę pejczami.
Jak wspomina mój dziadek -  w domu było mnóstwo Niemców, ja siedziałem pod krzesłem, na nim siedziała mama, trzymając najmłodszą siostrę na rękach. Po kilkunastu uderzeniach skóra z pleców zaczęła schodzić, przyklejając się do pejczy. Krew była już w całej izbie. To był okropny widok, bito mojego ojca za to, że chciał abyśmy, nie chodzili głodni. Po tym zabrali wpółprzytomnego pradziadka do obozu pracy w Szczutowie (powiat sierpecki). Bardzo się wtedy wszyscy martwiliśmy, mam płakała, bo nie wiedzieliśmy czy tata przeżył, a jak przeżył, to czy nie zabili go gdzieś indziej.
Na szczęście pradziadek przeżył, przeżył też dziewięciomiesięczną mękę w obozie pracy. Cały, ale z licznymi śladami po pobiciach i bardzo wyczerpany wrócił do domu. Wspominał, że wcale nie dawali tam jeść, a trzeba było bardzo ciężko pracować, a gdy pewnego dnia zabrał psu ziemniaki z miski, to został skatowany do nieprzytomności kolbami karabinów.

Inna tragedia w Źródłach, która dotknęła już wiele rodzin, miała miejsce 19 września 1944 roku i była „dziełem” oddziału Jadkomando.

W nocy z 18 na 19 września ktoś (najprawdopodobniej polscy partyzanci) okradli Niemca mieszkającego w Źródłach. Następnego dnia (19 IX), policja Jadkomando chodziła od domu do domu wyprowadzała wszystkich ludzi z pomieszczeń na drogi i gnała do lasu. Spędzono w jedno miejsce wszystkich mieszkańców Źródeł, Gorzeszyna, Obozu i Podola. Spośród tłumu ustawionego w szeregi wybrano sześć niewinnych osób. Rozległ się krzyk, płacz rodzin, z których Niemcy wybrali na śmierć ojców, matki, córki, synów. Niemcy jednak zaraz wszystkich uciszyli, groźbą, że jeśli ktoś będzie krzyczał lub płakał, to też zginie. Wyznaczonym osobom wręczono szpadle, łopaty i kazano kopać dół, który będzie ich grobem. Pozostali musieli stać i patrzeć na dzielnych wybrańców śmierci. Cóż więcej można powiedzieć o osobach, co kopiąc sobie grób, spoglądali na swoje rodziny i na tych, którzy za chwile wydadzą i wykonają na nich wyrok śmierci. Doskonale wiedzieli, że są to ich ostatnie minuty życia. Po wykopaniu sobie grobu, ustawiono ich przodem do dołu, a tyłem do luf, z których za moment miały wylecieć pociski wykierowane w ich głowy. Padł rozkaz… Niemcy pociągnęli za spusty… Sześcioro osób padło do wykopanego wcześniej grobu. Rozległ się jęk zebranej ludności, wybuchł płacz… Niemcy kazali szybko rozejść się, mówiąc dosłownie - „uciekajcie”, po czym zaczęli strzelać. Kule świstały nad głowami powoli rozchodzącej się ludności. Mieszkańcy przestraszyli się, ścięte niemieckimi pociskami, gałązki drzew zaczęły spadać na ludzkie głowy. Niemcy ciągle strzelali w górę, ponad ludźmi. Panika i ucieczka… Zwłoki zamordowanych nie zostały zasypane.

19 września 1944 roku, w potocznie zwanym lesie sulińskim, w Źródłach zginęli:

# Julianna Kaźmierkiewicz lat 50
# Teofil Pruśkiewicz lat 24
# Władysław Linosz lat 52
# Józef Dziergowski lat 28
# Stefania Kowalska lat 48
# Jan Dobreniecki lat 26

Następnego dnia Niemcy przywieźli jeszcze ciała dwóch mężczyzn:

# Ignacego Barcikowskiego lat 23 z Osieka,
# Józefa Krzysztoforskiego lat 37 z Wyczałkowa,

których zamordowali w Rokiciu, dopiero wtedy zasypano osiem ciał.

Kolejną tragedię mieszkańcy Źródeł przeżyli 12 października 1944 roku. Dzień zapowiadał się na typowy, zimny, jesienny z opadami deszczu, ale tak od godziny 9.00 chmury zaczęły znikać i pokazało się słońce. Niestety, nie dla mieszkańców wsi Źródła. Od samego rana w centrum wsi dało się zauważyć duży ruch niemieckich samochodów i ciężarówek z żołnierzami. Na początku ludzie myśleli, że pewnie mają jakieś informacje o polskich partyzantach i coś na nich szykują. Niemieccy żołnierze obstawili całą wioskę tak, że nie było można ani wejść ani wyjść, ani polem ani drogą. Niemcy chodzili od domu do domu, jednych Polaków rozstrzeliwali przy swoich domach, innych gnali do centrum wsi, ustawiali pod murem i kazali czekać na wyrok śmierci. Zastrzelili w tym dniu 12 naszych braci.

12 października 1944 roku swe życie za ojczyznę oddali w Źródłach:

# Byliński Andrzej lat 41
# Olejniczak Jan lat 19
# Koźmiński Lucjan lat 37
# Zawadzki Piotr lat 44
# Zawadzki Józef lat 18
# Wierzchowski Franciszek lat 40
# Serwach Stanisław lat 32
# Lewandowski Jan lat 20
# Wojnowski Kazimierz lat 26
# Żeszotarski Józef lat 49
# Maklakiewicz Czesław lat 32
# Lisiecki Stefan lat 35

Na wyrok śmierci pod murem czekali:

# Ziemkiewicz Zygmunt
# Leszczyński Władysław
# Olejniczak Halina
# Stuczyńska Marianna
# Janiszewski Andrzej
# Raniszewski Bolesław
# Kruszewski Józef
# Fydryszewski Józef
# Bukowski Józef
# Żuchowski Marian
# KrajewskiWładysław
# Szwech Józef

Wyżej wymienione osoby zostały wywiezione do więzienia w Lipnie. Część tych osób powróciła z Lipna jeszcze tego samego dnia. Pozostałych też tego samego dnia wywieziono do obozów koncentracyjnych (największa grupa trafiła do Sztuthofftu na Mierzei Wiślanej). Po wojnie do domów powróciło dwóch lub trzech Źródelaków.

Zima 1944/1945 była bardzo sroga, bardzo duży mróz i okropne śnieżyce. Po nowym roku można było już zauważyć, że po drogach jeżdżą szybciej i częściej niemieckie samochody. Po 15 stycznia ruch na drogach jeszcze bardziej się wzmógł. Ludzie wiedzieli, że wyzwolenie jest już blisko. Front w okolicach Źródeł przeszedł bardzo spokojnie, Niemcy odjechali, a wojska radzieckie przyjechały. Wyzwolenie Źródeł nastąpiło 21 stycznia 1945 roku. Ludzie bardzo cieszyli się, że w końcu skończyła się niemiecka okupacja. Przed remizą strażacką strzelano na wiwat. Do wsi powoli przychodziło coraz więcej wojsk. Jedni przychodzili, drudzy odchodzili. Do domów mieszkańców skierowano żołnierzy radzieckich na odpoczynek. W domu mojego dziadka też znalazł się jeden żołnierz. Domownicy obawiali się, że może jest zawszony i zapchlony, i przejdzie to na całą rodzinę. Ale mój dziadek, jego rodzeństwo i moi pradziadkowie mieli szczęście, bo trafił im się tak zwany Straszyna (lejtnant, odpowiednik naszego sierżanta). Wchodząc do domu, zdjął mundur i pokazał, że ma czystą bieliznę i nie ma żadnych insektów. Dostał najlepsze łóżko i najlepszą pierzynę. Był bardzo miły i sympatyczny, ładnie rysował i robił to, bo dziadek z rodzeństwem go o to prosili. Rysował wszystko, raz żołnierzy raz misie. Tak się zaklimatyzował, że nie chciał wracać nawet wtedy, gdy skończyła mu się przepustka. Jednak po kilku dniach przyjechali po niego z jednostki i zabrali ze sobą.

Każdy, zaraz po wyzwoleniu chciał mieć konia. Kiedy Niemcy uciekali, to wszystkie konie i krowy pozabierali, i gnali na zachód. Niedługo miała przyjść wiosna. Trzeba będzie orać, siać. Znalazł się jednak sposób, aby nabyć zwierzę pociągowe. W grę wchodził tylko handel wymienny. Kilka litrów wódki własnej produkcji i można było ten trunek wymienić na konia u radzieckich żołnierzy. Po pewnym czasie wojsko przestało przemaszerowywać przez wieś. Tak przyszło wyzwolenie!

W marcu ekshumowano ciała zakopane w zbiorowej mogile w lesie sulińskim. Przeniesiono je na cmentarze w Ligowie i Tłuchowie. Wojna skończyła się, lecz czas, nie stanął w miejscu. Przyszła wiosna i tym, którym nie udało się zdobyć konia, w pług zaprzęgli żony z dziećmi lub krowy. Wraz z biegiem dni, miesięcy, lat wszelkie ślady świadczące o przykrych wydarzeniach we wsi Źródła zaczęły się zacierać. Zaczęły porastać place, na które kapała krew naszych rodaków. Na szczęście ludzie nie dali historii odejść w zapomnienie. Miejsce, gdzie zginęło
6 rodaków najpierw upamiętnił żelazny krzyż, później pomnik, który z czasem też się zniszczył. W 1997 roku położono nowa płytę i postawiono tablicę, na której wymienione zostały nazwiska zabitych tam osób.

W centrum wsi też pobudowano pomnik, a gdy uległ zniszczeniu przebudowano go i na nowo poświęcono 29 września 2002.

Na uroczystość poświęcenia nowego pomnika przybyło siedem jednostek Ochotniczej Straży Pożarnej wraz ze swoimi sztandarami, przedstawiciele Urzędu Gminy w Tłuchowie na czele z wójtem, kombatanci. Uroczystość uświetniała Gminno-Parafialna Orkiestra Dęta z Tłuchowa. Według Kroniki OSP Źródła w uroczystości udział wzięło blisko 400 osób.

Po wybudowaniu kaplicy w 1993 roku, przy frontowych drzwiach umieszczono jedną tablicę, potem w ganku po lewej stronie kolejne dwie, na których są wymienione wszystkie 24 nazwiska osób ze Źródeł i okolic, którzy stracili życie podczas II wojny światowej.

Mam nadzieję, że dzięki tym pomnikom i tablicom nikt nie zapomni jakie nieszczęście, podczas niemieckiej okupacji, spotkało wieś Źródła. Inicjatorem budowy, odnowy pomników i tablic był nieżyjący już Józef Lewandowski, wieloletni sołtys wsi, któremu Niemcy zabili matkę, ojca i brata. W latach 70 i 80 w ofierze pomordowanym przez hitlerowców co roku odprawiano msze
święte. W uroczystościach bardzo licznie brali udział mieszkańcy nie tylko Źródeł, ale całej gminy - poczty sztandarowe Ochotniczych Straży Pożarnych oraz Gminne Koło Związku Kombatantów Rzeczpospolitej Polskiej i Byłych Więźniów Politycznych z Tłuchowa. Gdy Bóg zaczął odbierać siły i zdrowie wielkiemu społecznikowi Józefowi Lewandowskiemu, gdy sam nie miał już sił organizować takich uroczystości, a chętnych do pomocy zabrakło, ta piękna idea upadła. Mam jednak cichą nadzieję, że uda się kiedyś odrodzić te piękne patriotyczne uroczystości we wsi Źrodła.

Bibliografia:

  1. Opracowania

    1. Kronika Ochotniczej Straży Pożarnej w Źródłach z lat 1920-2010
    2. Pawłowski Tadeusz, Tłuchowo Rys geograficzno-historyczny, Ęxpol,         Włocławek 1996r
    3. Pawłowski Tadeusz, Gmina Tłuchowo-mała ojczyzna, Expol,      Włocławek 1998 r.

  1. Relacje ustne

    Relacje ustne mieszkańców Gminy Tłuchowo:
    1) Henryka Ziemińskiego – zamieszkały obecnie w Źródłach
    2) Haliny Ziemińskiej – zamieszkały obecnie w Źródłach
    3) Adama Ziemińskiego – zamieszkały obecnie w Toruniu
    4)Kazimierza Zawadzkiego – zamieszkały obecnie w Źródłach
    Relacja ustna mieszkanki Gminy Mochowo
    1) Elżbiety Szpanowskiej

  1. Strony Internetowe: http://mapy.amzp.pl , www.ligowo.comyr.com

Podziękowania dla Tomasza Kowalskiego za pomoc w ustaleniu imion dowódcy i komendanta OSP w Źródłach.