Muzeum Wsi Lubelskiej

Autor: 

trobal

Wędrując liczę zawsze na "piękne okoliczności przyrody" i w nich ulokowane piękne budowle. Cieszę oczy nimi, doładowuję się na czas poświęcony nudnawej lub pędzącej codzienności. Często widzę jak destrukcyjny wpływ mają: działalność człowieka i upływ czasu. Jednak gdy w Żyrzynie natrafiłem na informację, że miejscowy drewniany dworek został przeniesiony do Muzeum Wsi Lubelskiej, po prostu zdębiałem. Jak tam można. Wyrywać budynki z ich naturalnego otoczenia. Przesiedlać. Ludzi to boli. Czy nie boli architektury? Żeby chociaż odwiedzał swoje stare "miejsce zamieszkania". A tu nic z tego. Przeniesiony i już go nie ma. Potrzebowałem chwili by przyjąć do wiadomości, że by go zobaczyć muszę wybrać się do Lublina.Muzeum Wsi Lubelskiej gromadzi zabytki architektury Lubelszczyzny w granicach przyjętych wg podziału administracyjnego z początku lat siedemdziesiątych. W tym to właśnie okresie muzeum to powstało. Zajmuje ono 27 hektarów. Na tym terenie wciąż się rozbudowuje. Wewnętrzne zróżnicowanie Lubelszczyzny, wynikające ze zróżnicowania terenu jaki i obecności kilku kultur nasuwały mi podejrzenia, że spotkam tam wielki chaos z którego trzeba wyławiać poszczególne elementy. Tak nastawiony wraz z rowerem wszedłem na teren muzeum w piękny, słoneczny dzień początku czerwca. Ekspozycja w skansenie jest podzielona terytorialnie, a w przypadku skromnej w liczbie budynków kategorii dworków - tematycznie. Zabudowania gospodarskie posiadają pełne wyposażenie z jakim weszły w posiadanie muzeum.W przypadku braków uzupełniano je chyba elementami charakterystycznymi dla regionu - to tylko domysły. Wśród zabudowań spotkać można i zwierzęta gospodarskie. Różniące się od siebie części czy budynki nie nachodzą na siebie. Są oddzielone przestrzenią, roślinnością, a dodatkowo ukształtowaniem terenu. Skansen bowiem ulokowany jest na krańcu wzniesienia i to ze stromym zboczem. Całość jest zadbana i wciąż pielęgnowana. Ale to wszystko są "szczegóły techniczne", które choć mają ogromny wpływ na odbiór przez zwiedzających nie muszą być bezpośrednio odczuwane. Zwiedzający otrzymują wraz z biletem wydrukowaną na jego rewersie mapką skansenu. Oznakowanie trasy zwiedzania nie było chyba dawno aktualizowane gdyż nie jest obecne we wszystkich częściach Muzeum. Mapka więc jest jak najbardziej przydatna. Zwiedzanie z przewodnikiem trwa prawie 2 godziny. Bez przewodnika mniej więcej tyle samo czasu lub dłużej. Czas zresztą nie powinien grać tu większej roli. Po wejściu w ten sielski świat stworzony w skansenie czuje się, że tu czas odmierza się porami roku. Pomiędzy budynkami znajdują się takie elementy jak przydrożne krzyże, kapliczki. Wszystko by wzmocnić efekt "wiejskości". I to wszystko na obrzeżach dużego miasta. Fantastyczne miejsce na doładowanie akumulatorów czy wyciszenie wewnętrzne. Poza samym zwiedzaniem Muzeum organizuje tematyczne imprezy, w kościele odbywają się msze, budynki bywają komercyjnie wynajmowane na uroczystości. Na terenie skansenu działają sklepiki w zabytkowych budynkach oraz jest punkt gastronomiczny w starej pijalni piwa (piwo też tam jest serwowane klientom). Wrócę jednak do głównego motywu moich odwiedzin w skansenie. Dworek przeniesiony z Żyrzyna prezentuje się tu pięknie i jest chyba jedną z najważniejszych ozdób. Jego otoczeniem jest miniaturowy park, piękny w swojej formie. Ale w skansenie lubelskim zadbano o formę w jakiej prezentowane są eksponaty. Mogę żałować, że nie było mi dane porównać naturalnego siedliska dworku z tym w jakim jest prezentowany w Muzeum. Jedynie doświadczenie podpowiada mi, że tu prezentuje się lepiej. Zauroczył mnie. Ale nie tylko dworek mnie zauroczył. Co prawda jedna z ekspozycji jest jeszcze dopracowywana w szczegółach ale już robi ogromne wrażenie. Chodzi o Powiśle. Dla celów prezentacji stworzono rozlewisko. Okoliczne łąki poddawane są pielęgnacji przy użyciu końskiego parku maszynowego. Daty są tylko cyferkami na tablicach informacyjnych. Polecam miłośnikom światów alternatywnych. To jest inny świat.