Zamek Krzyżtopór. Wśród legend i mitów.

Autor: 

kazet-kz

Zarówno rozpoczęcie prac, jak i ich zakończenie nie jest możliwe do ustalenia dlatego najlepiej starając uniknąć błędu wynikającego z nieścisłości źródeł należy przyjąć, że odbyło się to w I połowie XVI wieku. Bez wątpienia jest to niezwykły okaz fanaberii właściciela, który pragnął, aby nazwisko jego zapisało się w dziejach historii jako tego co stworzył budowlę, której przepych miał przyćmić europejskie zamki i pałace.Czy mu się to udało? Z lakonicznych przekazów jakie pozostały trudno jednoznacznie określić czy kiedykolwiek udało się dokończyć Palazzo in fortezza. Sam właściciel - Krzysztof Ossoliński - popadł w ogromne długi, ale trudno się temu dziwić skoro nawet w stajniach żłoby były marmurowe, a konie przeglądały się w kryształowych lustrach. Warto też wspomnieć o ogromnym akwarium, które w jednej z sal stanowiło sufit, a pływające w nim ryby na specjalne zamówienie sprowadzane były z egzotycznych krajów czy choćby wieżę wybudowaną na tryskającym źródle.Bardowie legendy snuli o wykutym w skale na kilkanaście kilometrów długim tunelu, którym w karecie ród herbu Topór przemieszczać się miał do zamku w Ossolinie. Ludu bajanie wspomina o kalendarzu, na którego podstawie wybudowano zamek: "okien miał tyle, ile dni w roku, pokoi tyle, ile tygodni; sal wielkich tyle, ile miesięcy, a cztery narożne jego baszty odpowiadały liczbie kwartałów."Na wieży wjazdowej umieszczono herb - Krzyż i Topór - symbolizujący wiarę i potęgę herbu rodu Ossolińskich. Świetność budowli nie była tylko jedyną jej cechą, nadano jej także charakter obronny otaczając umocnieniami typu bastionowego i fosą, która częściowo została wykuta w skale. Z założenia miała stać się niezdobytą twierdzą.Zdawać by się mogło, że posiadać taki zamek to szczęście wszech miar ogromne. Jednak ów zamczysko na kartach historii złą sławą okryte i raczej szczęścia w nim nie urzekł jego pierwszy właściciel Krzysztof Ossoliński. Umiera w 1645 roku, a więc w czasach, kiedy zamek był już prawie na ukończeniu. Dzięki inwestycji swojego życia - jako spadek - przekazuje zamek, wraz z kolosalnymi długami spowodowanymi jego budową, synowi - Krzysztofowi Baldwinowi. W 1649 roku w nocy straż zamkowa usłyszała tętent koni, gdy jednak żołnierze wychylili się z wieży ujrzeli tylko Baldwina, który zbliżał się do bramy. Most zwodzony został otwarty, a właściciel zamku dziwnym zbiegiem okoliczności nie wjechał do niego, lecz rozpłynął się we mgle... Po jakimś czasie dowiedziano się, że podczas tłumienia powstania kozackiego i tatarskiego na Podolu Krzysztof Baldwin zginął.W zamku mieszkała, także krewna Krzysztofa Ossolińskiego, która to to dzisiejszego dnia przechadza się nocną porą po zamkowych murach. Zwana powszechnie Białą Damą nie ma jednak usposobienia przyjaznego, a raczej demoniczną postać. Za młodu, kiedy zawód sercowy odznaczył się utratą zdrowego rozsądku i pogardą dla rodu męskiego stała się niedoścignionym przykładem barbarzyństwa. Mały, biały piesek towarzyszący jej na zamku czasami poszczekiwał, ale ów jego dźwięk był złowieszczy dla mężczyzny, do którego był skierowany. Na skinienie owej damy straż zamkowa wrzucała jegomościa do lochu i tam dobywał swych ostatnich dni. Pewnego dnia, gdy pies zaszczekał, a dama już chciała wołać strażników, pewien szlachcic znający obyczaje panujące na zamku szybkim ruchem zgładził niewiastę. Jednak kres żywota cielesnego nie zakończył brzemienia zamkowego.Sam zamek znudzony zapewne swoim okresem świetności i mianem niezdobytego już po 11 latach (1655 rok) w czasie potopu przez wojska szwedzkie zostaje splądrowany, ograbiony i przeznaczony jako koszary. Dalszych zniszczeń dokonują konfederaci barscy stacjonujący w zamku w latach 1668-1670.Kolejni jego właściciele nie byli, aż tak majętni, ażeby podjąć się próby jego odbudowy. W związku z tym zamek pozostaje w stanie trwałej ruiny, ale mimo tych legend i mitów oraz stanu zniszczenia stanowi w dalszym ciągu jeden z najpiękniejszych zamków w Polsce. Warto zatem sprawdzić czy źródełko pod wieżą jeszcze tryska, czy Baldwin na koniu zbliża się do zamku i czy owa niespełna rozumu niewiasta nocami po murach zamkowych faworyta szuka. Dla chcących szukać wrażeń ludzie powiadają, że w lochach za potrójnymi drzwiami trzy beczki ze skarbami się znajdują. Sam diabeł ponoć strzeże tych kosztowności i każdego śmiałka piekielnym śmiechem wita. Śmiech ten jest na tyle upiorny, że człowiek umiera. Jednak skarb stanie otworem pod jednym warunkiem... kiedy ludzkiej krzywdzie zadość się stanie.