Powstanie Listopadowe w Płocku cz. 1/2

Autor: 

kazet-kz
Powstanie listopadowe wybuchło w nocy z 29. na 30. listopada 1830 roku, na terenie królestwa Polskiego i w guberni zachodniej (ziemie zabrane).

Poseł województwa płockiego, uczestnik powstania i zarazem Członek Rządu Narodowego - Stanisław Barzykowski powiedział, że w dniu zrywu narodowego "zaczynaliśmy walkę nierówną i pełna niebezpieczeństwa, walkę rozpaczy, może nawet konieczności, ale nie nadziei i zwycięstwa. Kto wie czyli w księgach przeznaczenia nie było zapisanem, iż my tylko ją zacząć mieliśmy, aby inni, nasi następcy, mieli kiedyś po długich kolejach i przemianach z chwałą jej dokonali".

Zanim w Płocku zdołano zrozumieć, co podają warszawskie gazety w sprawie wybuchu powstania, rozeszła się informacja o objęciu dowództwa nad III Pułkiem Strzelców przez gen. Chłopickiego i skierowanie wojska ku Warszawie. W związku z tym postanowiono zorganizować Komitet Obywatelski, któremu przewodził patron trybunału, Jan Piechowski. Już pierwszej nocy wystawiono straże przy więzieniu, składach solnych, kasach publicznych i składach trunków. Oprócz wart w centralnych miejscach miasta chodziły runty, a ze względu na mała ilość latarń, mieszkańcy na noc nie gasili świateł. Następnie rozpoczęto formowanie Straży Narodowej, której zasięg miał objąć całe województwo. Dowódcami jej zostali kpt. Dziewanowski i kpt. Jędrzejewicz.
4. grudnia wzburzony tłum uderzył na skład trunków, sytuację jednak udało się opanować radcy obywatelskiemu, kpt. Turowskiemu. W skutek tego wydarzenia zamówiono u kowali 200 pik dla straży. Dzień później mieszczanie otrzymują informację desygnowaną przez Michała Radziwiłła o udanym przewrocie w Warszawie. Stosownie do rozporządzeń powołano nowy Komitet Obywatelski w skład, którego weszli: przewodniczący kpt. Józef Turowski oraz gen. Florian Kobyliński, Mioduski, A. Kamiński, Zawadzki i Henryk Nakwaski. Dowódcą Straży Bezpieczeństwa obrano ponownie byłego kapitana artylerii konnej, odznaczonego złotym krzyżem, Józefa Turowskiego. Organizacją Straży Bezpieczeństwa zajął się były podporucznik 7pp, odznaczony również złotym krzyżem, Mateusz Chrzęciewski. Z jej składu, Rząd Tymczasowy, postanowił wyodrębnić zdolnych do wojska, do Gwardii Ruchomej. Województwo płockie miało dostarczyć do walki 10 batalionów po 1000 osób. Dowódcą powstania i Gwardii Ruchomej w Płocku został płk Antoni Mieszkowski, odznaczony złotym krzyżem za czasów Księstwa Warszawskiego, a dowódcą obwodu płockiego kpt. Turowski. W Płocku organizował się 3. Batalion III Pułku Strzelców Pieszych, którego dowódcą był płk. Bieliński. Wzorem kościuszkowskim powołano jednego jeźdźca na sześć domów. Wedle tego przelicznika oddelegowano do jazdy dwanaście osób, pod dowództwem płk. Wincentego Kisielnickiego, odznaczonego złotym krzyżem. Pod koniec grudnia wyruszyli z Płocka.

Podczas mszy, 31. grudnia, w katedrze, ks. Myśliński w czasie kazania mówił, że "to nasze powstanie, które po ludzku sądząc, cudem się tylko wśród przemożnego jarzma zapaliło, a którego ogień miłości ku dobrej Matce nas wszystkich ogarnął, więc i to, mówię powstanie nasze musi mieć w wyrokach bożych związek z dalszym przeznaczeniem i szczęściem naszego narodu".

Ofiarność mieszkańców była duża, sami się opodatkowali, składali dodatkowe kwoty pieniężne, rzemieślnicy wyrabiali mundury żołnierskie i wszelki sprzęt dla wojska. Rolnicy i młynarze zaprowiantowali płockie bataliony. Zaczęto wydawać patriotyczny periodyk "Goniec płocki". Literaci pisali wiersze i pieśni patriotyczne, a uczniowie wystawiali przedstawienia świadczące o bohaterskiej waleczności narodu. Pod przewodnictwem P. Jaroszewskiego, J. Majewskiego i J. Dziewanowskiego powstał, 4. stycznia, Komitet Żywności dla Wojska. Zaangażowani w zbiórkę pieniędzy w obwodzie płockim byli Feliks Kadłubowski, Onufry Bromirski ze Staroźreb oraz Józef Rościszewski z Borowic. Centralny Komitet Opiekuńczy, któremu przewodniczył Józef Dembowski, czuwał nad samotnymi rodzinami, z których mężczyźni udali się do wojska. Opiekę medyczną sprawował doktor nauk medycznych i chirurgii Rybicki, natomiast biskup Pleiewski wezwał duchowieństwo do opieki nad płockimi rodzinami.

W lutym, mianowanym na stanowisko dowódcy województwa płockiego został generał Valentin d'Heuterive, który wydał rozkaz o obsadzeniu prawego brzegu Wisły, w celu utrzymania przepraw pod Płockiem. W związku z tym, przeglądu Straży Bezpieczeństwa dokonał prezydent Jan Betcher, który przekonał się naocznie o jej słabości, ze względu na oddelegowanie najlepszych i młodych mieszkańców miasta do Gwardii Ruchomej. Sytuacja stawała się napięta, także ze względu na zuchwałe kradzieże i napady w mieście oraz obawa o kilkuset kryminalistów znajdujących się w płockim więzieniu. Zaczęto odczuwać rozprężenie, obawiano się anarchii. Społeczeństwo zaczęło uchylać się od płacenia podatków i nawet płomienne przemówienie Prezesa Komisji Wojewódzkiej, gen. Kobylińskiego o świętej miłości ojczyzny, nie przyniosło należytego skutku. W dniu 18. lutego zastąpił generała na stanowisku prezesa, dotychczasowy delegat, Michał Mołowieski.

Tymczasem wojska rosyjskie, pod dowództwem feldmarszałka Iwana Dybicza wkroczyły do województwa płockiego zajmując Ostrołękę, Pułtusk, Serock, a 22. lutego Nasielsk. Przypuszczano, iż nieprzyjaciel przez Płońsk podąży do Płocka przeprawić się przez Wisłę. W odwodzie, w Górze Kalwarii stacjonował batalion gen. Kalickiego, który miał uniemożliwić przekroczenie rzeki. Wydano rozkazy o przetransportowaniu statków i łodzi na lewą stronę Wisły. Jednak było to niewykonalne w związku z siarczystym mrozem. Dodatkowo gen. Przebendowski nakazał wszystkie pływające jednostki oraz młyny, na odcinku od Duninowa do Zakroczymia, zaminować. W Płocku rozpoczęto usuwać zapasy zboża, które w następstwie zostały wywiezione w kierunku Modlina i Warszawy. W tym czasie Straż Bezpieczeństwa łapała szpiegów rosyjskich i niemieckich, którzy próbowali osłabić ducha narodowego i wprawiali ludność w przerażenie opowiadając straszne historie o bitwie pod Olszynką Grochowską. Na początku wichrzycieli odsyłano do sądów warszawskich, a od końca marca 1831 roku sprawy rozstrzygał Sąd Wojenny w Płocku. Te sytuacje skłoniły płk Mieszkowskiego do wydania odezwy, w której zaznacza, iż "świętość sprawy naszej uczyć nas powinna, iż nigdy rozpaczać nie należy, nawet wtenczas, kiedy by tyle ziemi nam pozostało, ile wojska nasze do jednej bitwy zająć mogą. Czasy nam przeszłe wskazują, a teraźniejszy to sprawdzi, że nie liczba, lecz męstwo, wytrwałość, zgoda i oręż przy dobrej sprawie wszystko dokaże". W dniu 3. marca na płockim nabrzeżu wiślanym porąbano wszystkie jednostki pływające, a także młyny wodne. Mimo rozpaczy właścicieli i niechęci majstrów ciesielskich, Straż Bezpieczeństwa musiała wymusić spełnienie rozkazu. Dwa tygodnie później lody ruszyły...

c.d.n.

Źródła: 

 Macieszyna Maria. Powstanie Listopadowe w Płocku. Płock 1924