Powstanie Listopadowe w Płocku cz. 2/2

Autor: 

kazet-kz

Do Płocka zaczęły napływać pierwsze transporty z rannymi. Ze względu na dużą ich liczbę i niewystarczającą ilość miejsc w szpitalu postanowiono lokować wymagających opieki także w domach prywatnych. Zawiązał się komitet, który zbierał składki na środki medyczne, a także podjęto starania o powstaniu nowego lazaretu.
W województwie płockim działały oddziały partyzanckie pod dowództwem Godlewskiego, kpt. Zaliwskiego i mjr Wągrockiego. Ten ostatni, z oddziałem kilkuset ludzi w większości uzbrojonych w kosy, w starciu pod Maluszynem, z przeważającymi siłami rosyjskimi dowodzonymi przez Lachamna, stanął do otwartej walki z wrogiem. Zabudowania wsi stały się dla Polaków ochroną, do czasu podpalenia zabudowań przez Moskali. Wielu obrońców spłonęło żywcem, mjr Wągrocki z częścią oddziału został wzięty do niewoli, a pozostała część uległa rozsypce.

W niedzielę, 20 marca, w godzinach rannych mieszkańcy zebrali się w ratuszu, skąd razem z członkami Urzędu Municypalnego udali się do katedry, gdzie zgodnie z nakazem wydanym przez Sejm, 8. lutego, ślubowali: "Przysięgam wierność Ojczyźnie i Narodowi polskiemu, w Sejmie reprezentowanemu, przysięgam nie uznawać żadnych władz, jak tylko te, które Sejm ustanowił lub jeszcze ustanowi, przysięgam popierać sprawę powstania narodowego wszelkimi siłami, ku ustaleniu bytu, wolności i niepodległości narodu polskiego". Taką sama przysięgę wraz z wiernymi złożył w kościele ewangelickim pastor Hewelke, a w świątyni wyznania mojżeszowego rabin Cohen.Stan wojenny w mieście został wprowadzony 29. marca, a płk Mieszkowski został dowódcą militarnym, który wprowadził Sądy Wojenne. Rozpoczął się okres przymusowych wcieleń do wojska. W marcu sformował się II Pułk Jazdy, do którego wyznaczono po jednym mieszkańcu ze 150. domów w Płocku. Powstał także 18. Pułk Liniowy składający się z 1452 żołnierzy i 52 oficerów.

Na początku kwietnia oddziały rosyjskie przemieściły się w kierunku Siedlec i wszystko w mieście zaczęło wracać do normalności. Po świętach Wielkanocnych postanowiono otworzyć szkoły i kontynuować edukację. Od maja zaczęły napływać do Płocka niepokojące wieści, żeby w czerwcu przybrać formę paniki. W dniu 4. czerwca, w chwili kryzysu ponownie głos zabrał płk. Mieszkowski pocieszając ludność słowami, że "żołnierz polski, prowadzony do boju w celu tak świętym, jak jest teraźniejszy, nie może być pokonany" dodając, że "to tak ważna dla nas epoka".
Niestety pojawiła się inna tragedia, która dziesiątkowała ludność polską. Była to nieznana w tej części Europy cholera azjatycka, którą przynieśli rosyjscy żołnierze z północnego brzegu morza Kaspijskiego, gdzie pojawiła się tam w 1830 roku. Rada Ogólna Lekarska w Warszawie wysłała do płocka książeczkę "Wiadomości o cholerze", gdzie zebrano informacje o tej strasznej chorobie. W drukarni Karola Kuliga została powielona, tak aby mogła trafić do jak najszerszego grona odbiorców. Już w maju epidemia panowała w Drobinie.
Na skutek reskryptu Rządu Narodowego odbyły się nowe wybory do Rady Municypalnej, w skład której weszli m.in. Andrzej Karszowiecki, Bielecki, Jan Piechowski i Hubryk. Wybory jednak zakwestionowano i skargę przesłano do rozpatrzenia w Warszawie w Komisji Rządowej Spraw Wewnętrznych.
Feldmarszałek Dybicz zaczął rozsyłać emisariuszy w celu przekonania oddziałów polskich o bezsensowności walki i zagwarantowania im wolności w razie odstąpienia od powstania. Jedna z takich informacji dotarła do wsi Dębe, gdzie stacjonował oddział płockiej jazdy z dowódcą kpt. Maznym. Żołnierze nie przyjęli tej wiadomości i poczęli krzyczeć na całe gardło, ażeby "Bić Moskali!".
W Kleszewie pod Pułtuskiem, 10. czerwca, po kilkugodzinnej chorobie, zmarł na cholerę feldmarszałek Dybicz.
Ku dolej Wiśle przez Płock, zostały wysłane 4 pułki kozaków i 2 szwadrony konnych strzelców pod dowództwem atamana Własowa. Celem tego zabiegu było przekonanie ludności o zerwaniu z nurtem narodowo-wyzwoleńczym, przeszkodzenie poborowi do wojska i zaprowiantowaniu, w sposób rzetelny i uczciwy wykupienie w mieście wyżywienia, a także zbadanie brzegu Wisły i znalezienia brodów do przeprawy. W mieście dowiedziano się o nieprzyjacielu w dniu 18. czerwca, podczas jego postoju w Ciółkowie. Pospiesznie spakowano akta i wysłano do Gostynina. Własow pod osłoną nocy rozpoczął dalszą drogę i rano zdobył Płock. Nie znalazł tam jednak ani rekrutów, ani prowiantu, ani też władz powstańczych. Kilku odważnych mieszczan ukryło się nad Wisłą i oddawało pojedyncze strzały do Moskali. Łupem Rosjan padła pszenica, którą przewożono na statkach oraz niewielkie ilości broni pozostałe w Płocku. Następnie oddział Własowa udał się w dalszą drogę poprzez Dobrzyń, Bobrowniki do Osieka, a następnie poprzez Sieprc wrócił na miejsce zgrupowania armii.
Oddziały rosyjskie przebywały tylko kilka godzin w Płocku, ale przyniosły ze sobą cholerę, na którą zapadało kilkanaście osób dziennie. Śmiertelne żniwo przynosiła do jesieni 1831 roku. Walkę z chorobą rozpoczęli dr Wiktor Rybicki, dr Lubelski i dr Samuel Peschke. Nikt z mieszkańców nie chciał oddać domu na lazaret, w związku z tym wybrano taki, który znajdował się poza granicami miasta, w Parowie. Szpital był w złym stanie, brakowało medykamentów, posiadał tylko sześć łóżek. Zmarłych zdecydowano się chować na Kępie, na środku Wisły, później na gruntach Grabówki, aż w końcu zdecydowano, że na zwykłych cmentarzach, lecz zalecano kopanie głębszych grobów.
4. lipca 1831 roku 300-osobowy oddział rosyjski zajął Drobin, następnie Bielsk i dotarł do Płocka. Straż Bezpieczeństwa ukryła się na kępach wiślanych i nie dając kozakom zabierać prowiantu, strzelała do nieprzyjaciela. Znaczne oddziały Rosjan, które przybyły do Płocka 8. sierpnia, podzielone były na cztery kolumny okrążając miasto. Chcąc wypłoszyć ukrytych na Kępie, strzelali całą noc z dział pozycyjnych.
Rosjanie planowali wprowadzić Polaków w błąd i rozpoczęli budowę mostu, natomiast faktycznie starali się znaleźć miejsce do przeprawy. Jeden oddział wroga zdołał się przedostać i pomaszerował w kierunku Gostynina, ale w porę zareagowała Straż Bezpieczeństwa i zmusiła Rosjan do wycofania się.
Następca Dybicza, generał Paskiewicz wraz z księciem Michałem przemieszczali się po mieście, a wedle rozkazu mieszczanie mieli uchylać im czapek. W lazarecie przebywali zarówno ranni Polacy, jak i Rosjanie. Opiekował się nimi dr Lubecki. Feldmarszałek Paskiewicz widząc równouprawnienie w lazarecie, kazał przesłać Lubeckiemu 500 dukatów, których doktor nie przyjął twierdząc, iż wykonuje swój obowiązek.
Generał Milberg rozpoczął działania zaczepne i prowokował Rosjan podchodząc pod Płock. Paskiewicz nie chciał jednak konfrontacji i 12. lipca w pośpiechu rozkazał odwrót. W związku z tym wojska polskie weszły do Płocka, a następnie cofnęły się w kierunku Bodzanowa. Na Radziwiu, 30. lipca rozbiły obóz wojska rosyjskie, które po krótkim odpoczynku wyruszyły w drogę do Warszawy.
Miastu groziło jeszcze jedno niebezpieczeństwo. Więźniowie powzięli plan wykorzystania chaosu i oswobodzenia się. Płock pamiętał krwawy rok 1823, kiedy to więźniowie wracający z prac społecznych zaatakowali strażników i oswobodzili się. Żeby nie dopuścić do podobnej sytuacji Urząd Municypalny zebrał ludzi do zaciągnięcia wart. Chwilowym uspokojeniem było wkroczenie wojsk polskich do miasta pod dowództwem płk hr. Mycielskiego. Po odejściu wojska znowu było widać rozprężenie, a Urząd Municypalny nie mógł wyegzekwować nic od ludności. Sytuacja poprawiła się, kiedy pod koniec sierpnia wkroczył do Płocka korpus rezerwy gen. Łubieńskiego, który gromadził zapasy żywności i przepędzał wroga z województwa. Płocczanie entuzjastycznie przyjęli wojsko z tego względu, iż znajdowali się tam żołnierze z oddziałów formowanych w Płocku, a więc mieszkańcy miasta i okręgu. Wzmogło to ducha walki i do ogłoszonego pospolitego ruszenia zaczęli zgłaszać się pierwsi ochotnicy. Nic jednak nie wyszło z formowania oddziału, gdyż 9. września przyszła wiadomość o upadku stolicy.
W dniu 18. września korpus Dembińskiego wraz z Sejmem i Rządem Narodowym opuszcza Zakroczym i udaje się do Płocka. Za nimi udaje się cała armia oraz rzesza ludności cywilnej w myśl hasła "Za Wisłę! Za Dembińskim". W tym czasie saperzy pod dowództwem Bema rozpoczęli budowę mostu przez Wisłę w okolicach Dobrzykowa. Po jego zbudowaniu, 23. września, wojsko wraz z Sejmem i Rządem Narodowym przekroczyli Wisłę i dotarli do Płocka.
Naczelny wódz, gen. Rybiński zwołał w Słupnie Radę Wojenną i podczas głosowania postanowiono zaprzestać dalszej wojny. Sprzeciwił się temu Prezes Rządu, Bonawentura Niemojowski. Zaistniała sytuacja spowodowała zebranie się Sejmu w płockim ratuszu, 23. września o godz. 11.00. Zebrały się obie Izby, posłów i deputowanych ze 150 na sali obrad było 41. Z dziesięciu posłów województwa płockiego było obecnych trzech: Wincenty Chełmicki, poseł przasnyski; Stanisław Barzykowski, poseł ostrołęcki i Ignacy Dembowski, deputowany z Płocka. Wśród posłów był także: Joachim Lelewel, Bogdan Zaleski, margrabia Aleksander Wielopolski oraz hr. Władysław Ostrowski - marszałek Sejmu. Decyzją Sejmu postanowiono walczyć do końca, odbierając dowództwo Rybińskiemu, a mianując na jego miejsce gen. Umińskiego. Nowy wódź przysiągł, że zrobi wszystko co w jego mocy i uchowa honor wojska. Na sali obrad rozległy się okrzyki "Niech żyje naczelny wódź Umiński". Przedstawiciele narodu z sali posiedzeń wynieśli nowego wodza na rękach. Sesja Sejmu dobiegła końca, a gen. Umiński udał się do swoich oddziałów. Dywizja Ambrożego Skarżyńskiego wiedziała już o nominacji i wznosiła okrzyki "Niech żyje nasz wódz, co nas do boju poprowadzi". Artyleria jednak przyjęła go znacznie gorzej, a piechota była mu nieprzychylna. Decyzję Sejmu otrzymał także gen. Rybiński, do którego przybyło kilkudziesięciu oficerów twierdząc, iż wojsko nie chce gen. Umińskiego wodzem. Sam nowy wódz w pierwszej chwili chciał kartaczami porządek wymusić, ale po przemyśleniu złożył rezygnację na ręce Prezesa Rządu, Bonawentury Niemojowskiego twierdząc, że "nie chcę siać wśród armji zgorszenia i nieporządku, szczególnie w obliczu zbliżającego się wroga". Kiedy ta wiadomość rozniosła się po mieście, gen. Rybiński nakazał obsadzić miasto przez Pułk Strzelców Pieszych pod dowództwem płk Breańskiego, z rozkazem użycia wszelkich środków w celu utrzymania spokoju w mieście. Prezes Sądu i Marszałek Sejmu widząc, że sprawa narodowa dobiegła końca, 25. września, wraz z Sejmem pod osłoną pułku krakusów opuścili Płock, a dzień później znajdowali się już na terytorium Prus. Armia wraz z gen. Rybińskim, 28. września, wymaszerowała w kierunku Włocławka, żeby 5. października przekroczyć granicę pruską.
"Skończyło się marzenie o niepodległości... Po ulicach Płocka stąpał żołnierz rosyjski..."

Źródło: 

 Macieszyna Maria. Powstanie Listopadowe w Płocku. Płock 1924.