Legendy płockie - Zapomniany hejnał

Autor: 

Andrzej "Bobola" Muszalski

W ten ciepły, wakacyjny dzień wybrałem się na spacer z Eweliną, moją wnuczką, już gimnazjalistką. Za cel spaceru obraliśmy płocką starówkę. Krótko przed południem dotarliśmy na Stary Rynek, by wysłuchać hejnału i obejrzeć ceremonię pasowania na rycerza, przyszłego władcy Polski, Bolesława Krzywoustego. Siedliśmy na ławeczce aby poczekać na samo południe, bo wówczas na ratuszowej wieży mają miejsce te płockie atrakcje. Zapatrzeni i zasłuchani w to co działo się na wieży ratusza nie zauważyliśmy, że na naszej ławce przysiadł staruszek z długą siwą brodą i laseczką w ręku. Gdy wybrzmiały ostatnie dźwięki hejnału, pozdrowił nas i zaczął dzielić się wrażeniami.

Po wielu latach ponownie jestem w Płocku, odwiedzam stare miejsca gdzie się wychowywałem i porównuję z obrazami zapamiętanymi z dzieciństwa - prawie wszystko uległo zmianom. Tego co zobaczyłem przed chwilą, także przed laty nie było, ale usłyszany hejnał przypomniał mi legendę, którą opowiadał mi mój dziadek. Jeśli zechcecie to ją wam opowiem.

Skwapliwie przytaknęliśmy i zaczęliśmy słuchać to o czym starszy pan zaczął opowiadać.

Działo się to w czasach gdy Płock był grodem stołecznym, bo stąd rządzili całą Polską ówcześni władcy, książęta – najpierw Władysław Herman, następnie jego syn

Bolesław III, któremu nadano przydomek Krzywousty. Ci dwaj władcy do dzisiaj pozostali z nami w Płocku, bowiem ich szczątki spoczywają w Kaplicy Królewskiej tutejszej katedry.

Bolesław często opuszczał Płock, jak nie na łowy, które uwielbiał od dziecka, to na wyprawy wojenne. W wyprawach tych towarzyszył mu młody woj Miłosz, którego umiejętność grania na rogu była bardzo przydatna i w borze na łowach i na wojennej wyprawie. Miłosz do grania używał trzech rogów. Największy z nich, to róg bojowy o najdonośniejszym dźwięku, by był słyszany w bitewnym zgiełku. Drugi to róg myśliwski, doskonale brzmiący w puszczańskiej głuszy. Trzeci to róg obozowy, na którym Miłosz wygrywał skoczną melodię pobudki, ale i spokojny capstrzyk, ogłaszający nocny spoczynek.

Pewnego razu w czasie wyprawy przeciw Pomorzanom, nękającym napadami polskie ziemie, książę Bolesław obległ jeden z pomorskich grodów i szybko go zdobył, ale zamek mężnie się bronił. W niedzielny dzień książę odstąpił od szturmu by dać Polakom czas na wysłuchanie mszy świętej i zasłużony odpoczynek. Po południu Krzywousty w towarzystwie kilku znaczniejszych rycerzy obchodził obóz, rozmawiał z wojami, żartował, podnosił na duchu obietnicą, że jutrzejszy szturm będzie decydujący i zwycięski. Nie widząc Miłosza wśród wojów zapytał o niego i wówczas jeden z wojów wskazał na pobliską łąkę mówiąc, że Miłosz poszedł w tamtym kierunku. Bolesław z towarzyszącymi rycerzami udali się we wskazaną stronę i po pewnym czasie usłyszeli dźwięki tęsknej melodii. Po chwili ujrzeli Miłosza, siedzącego pod dorodną wierzbą i grającego na fujarce. Miłosz, widząc nadchodzących wstał zmieszany, bo rycerze zaczęli żartować, że wojowi mającemu do wyboru trzy rogi, to chyba nie wypada grać, jak pastuszek, na wierzbowej fujarce. Książę natomiast zrugał woja za samotne oddalenie się od obozu, ale i pochwalił za piękną grę. Miłosz przeprosił i wyjaśnił, że tęskno mu za Płockiem i dlatego przyszedł na tę łąkę by w spokoju zagrać ulubioną melodię. Dodał też, że nim został wojem, jako pacholę pasał bydełko i jak inni pastuszkowie, robił z wierzbowych gałązek fujarki by grą na nich umilać sobie czas. Wówczas Jędrzej Jastrzębczyk, rycerz bliżej znający Miłosza, zwrócił się do niego by zechciał wyjaśnić księciu, dlaczego mu jest tak tęskno za Płockiem i dlaczego grał tę a nie inną melodię. Słysząc te słowa Miłosz zaczerwienił się ale zachęcony przez księcia opowiedział, że w Płocku czeka na niego Radochna, śliczna córka rybaka Bosława, którą po powrocie z tej wyprawy ma poślubić. Natomiast melodia wygrywana przez niego na fujarce to ulubiona piosenka Radochny, najchętniej przez nią śpiewana, a opowiadająca o pięknej rzece Wiśle, tak zakochanej we Wzgórzu Tumskim, że stara się płynąć jak najbliżej wzgórza, by w taki sposób do niego się przytulić. Wysłuchawszy tej opowieści wszyscy powrócili do obozu.

Nazajutrz zgodnie z zapowiedzią księcia, Polacy przystąpili do decydującego szturmu zamku, obrońcy nie wytrzymali impetu natarcia i w południe poddali zamek. Jednak zwycięstwo okupiono przelaną krwią zabitych i rannych. W tym dniu chwałą okrył się Miłosz, który ratując życie księcia Bolesława sam został poważnie raniony. W czasie szturmu Miłosz jak zwykle, trzymał się blisko księcia by sygnałami rogu przekazywać rozkazy wodza. W pewnej chwili zobaczył, że łucznik z wieży zamkowej mierzy do księcia. Miłosz rzucił się więc by go osłonić i na własną pierś przyjął strzałę przeznaczoną dla Krzywoustego. Szczęśliwie kolczuga znacznie osłabiła impet strzały i uratowała życie bohaterskiego woja. W czasie wieczornego obchodu obozu zwycięzców, książę na dłużej zatrzymał się przy rannym Miłoszu i powiedział, że będzie mu brakowało woja, sygnalisty. Tutaj zaprotestował Miłosz stwierdzeniem, że jak tylko wyzdrowieje nadal będzie służył władcy. Książę z uśmiechem odpowiedział, że oczywiście będzie nadal służył, ale jako rycerz Miłosz. To powiedziawszy dobył miecza i w obecności całego wojska pasował Miłosza na rycerza, dając mu w klejnocie Trzy Rogi. Po tej ceremonii jeszcze rozmawiał z rannym, polecając Opatrzności jego zdrowie dodał, żeby wracał do Płocka, ożenił się z Radochną i przyjął obowiązki płockiego, książęcego hejnalisty, bowiem Płock jako stolica winien mieć swój hejnał, grany na melodię piosenki o Wiśle i jej ukochanym Wzgórzu Tumskim. Hejnał ma być grany z wieży zamkowej, rankiem by pobudzić płocczan do pracy i wieczorem by odprowadzić ich na zasłużony odpoczynek.

W takich to okolicznościach powstał pierwszy hejnał płocki, który zatracił się gdzieś, na przestrzeni wieków. Wraz ze śmiercią Bolesława Krzywoustego, Płock stracił stołeczną rangę a gdy zmarł Miłosz, nikomu już nie zależało na graniu płockiego hejnału.

Pozostała jednak w Płocku pamiątka po rycerzu i hejnaliście Miłoszu herbu Trzy Rogi, jest nim herb umieszczony na południowej ścianie najstarszej w Płocku, bo gotyckiej kamienicy zwanej „pod Trąbami”. Dzisiaj mówi się, że herb Trąby na tej kamienicy, umieszczono na pamiątkę pobytu w tym domu księcia Radziwiłła "Panie Kochanku", bo już nikt nie pamięta historii, którą właśnie wam opowiedziałem.

Tu skończył i nim otrząsnęliśmy się z zasłuchania odszedł i zniknął wśród przechodniów. Wracaliśmy do domu dyskutując o usłyszanej historii, która mimo, że nie została zapisana w annałach, to przetrwała w pamięci i opowieściach nielicznych mieszkańców książęcego, stołecznego miasta Płocka.

Legenda napisana na ogólnopolski konkurs na utwór literacki o Płocku, ogłoszony przez Płocką Galerię Sztuki i zakwalifikowana do druku w wydawnictwie PGS pt. "Gwiazdy w Wiśle" Baśnie i Legendy o Płocku.